<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746</id><updated>2012-01-11T12:06:04.833+01:00</updated><category term='szczęście'/><category term='konsumpcja'/><category term='reklama'/><category term='miłość'/><category term='seks'/><category term='muzyka'/><category term='śmierć'/><category term='przyjaźń'/><category term='pamiętnik'/><category term='Nobel'/><category term='kobieta'/><category term='sztuka'/><category term='uczucia'/><category term='cierpienie'/><category term='samotność'/><category term='książka'/><category term='podróż'/><category term='język'/><category term='kuchnia'/><category term='ludzie'/><category term='pamięć'/><category term='fantastyka'/><category term='poezja'/><category term='życie'/><category term='zdrada'/><category term='Ameryka'/><category term='zło'/><category term='ksiązka'/><category term='film'/><category term='artykuł'/><category term='rodzice'/><title type='text'>Okulary Ewy</title><subtitle type='html'>Blog kulturalny</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>40</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-1159187249613441491</id><published>2011-03-08T18:37:00.010+01:00</published><updated>2011-03-23T09:53:22.860+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śmierć'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ksiązka'/><title type='text'>"Kwiaty od Artiego" Bridget Asher</title><content type='html'>Nie wierzę niestety w kobiecą przyjaźń do tak zwanej grobowej deski. Powinowactwo kobiecych dusz to dla mnie jak baśń z tysiąca i jednej nocy. Telefony po 24 w celu opłakiwania odejścia "kochasia w siną dal" to jak opowiadanie science-fiction w odcinkach. A jednak mimo wszystkich wymienionych wyżej zastrzeżeń bardzo dobrze czytało mi się tę książkę. I nie odebrałam jej bynajmniej jako kompletnego bajdurzenia i oderwanej od rzeczywistości typowo kobiecej (co oznacza w tym wypadku banalnej) historyjki, lecz jako prawdziwą historię. Kawałek życia: odrobinę słodki, z lekko kwaśnym posmakiem i dominującą goryczą. "Kwiaty" to  opowieść o niejakiej Lucy, niegdyś żonie prawie idealnego mężczyzny Artiego Shoremana. Ten w zasadzie ideał rozpieszcza swoją kobietę, codziennie przysyła jej kwiaty i w krótkich liścikach po raz tysięczny tłumaczy jej, dlaczego ją kocha. Prawda, że to wspaniałe? Tak wspaniałe, że aż... niemożliwe. Ten bajeczny męski egzemplarz ma jedną skazę, widoczną tylko w odpowiednim oświetleniu - nie potrafi żyć z jedną kobietą. Swą wspaniałością chce obdzielać wiele kobiet, całe mnóstwo, każdą, która stanie na jego drodze i wzbudzi jego zainteresowanie. Zdrady rzecz jasna wyłażą na jaskrawe dzienne światło i pokazują swoje szponiaste pazury... Niestety prawie idealny mężczyzna nie czuje bynajmniej skruchy i nie chce posypywać głowy popiołem... Jednak Lucy (to takie typowo kobiece) chce mnie mieć monopol na Artiego i jego uczucie, dlatego... decyduje się na rozwód.&lt;br /&gt;I tu w zasadzie zaczyna się właściwa historia. Los uśmiecha się krzywo i ironicznie - okazuje się, że ideał jest śmiertelnie chory i nie ma nikogo, kto chciałby się nim zaopiekować. Była żona po długim wahaniu podejmuje się tego, ale wpada na szatański pomysł. Z założenia ma to być rodzaj słodkiej zemsty: powiadamia wszystkie byłe Artiego o jego bliskiej śmierci i zaprasza do czuwania przy łożu boleści. W książce zaczynają się pojawiać całe tabuny byłych kochanek, przyjaciółek, powiernic itp. Każda z nich to w zasadzie osobna historia... Nie one są jednak najciekawsze, ale postać najbardziej zranionej i oszukanej czyli Lucy. Dzięki swoistemu poczuciu humoru, cierpkiej ironii i odwadze w uświadamianiu sobie własnych uczuć główna bohaterka staje się tak bardzo nieamerykańska i prawdziwa. I to o niej tak naprawdę jest ta historia. Trochę też o pogodzeniu się ze zdradą, śmiercią i innymi bolesnymi sprawami, które nikogo z nas nie omijają. Trochę o babskiej przyjaźni i ludzkiej codziennej dobroci, której ostatnimi czasy tak bardzo się wstydzimy, a równocześnie dotkliwie za nią tęsknimy.&lt;br /&gt;"Kwiaty od Artiego" nie są bardzo ambitną książką, zalatują odrobiną babskiego czytadła. Jednak mimo wszystko nie szkoda na nią czasu. Polecam szczególnie kobietom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-1159187249613441491?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/1159187249613441491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/03/kwiaty-od-artiego-bridget-asher_08.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1159187249613441491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1159187249613441491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/03/kwiaty-od-artiego-bridget-asher_08.html' title='&quot;Kwiaty od Artiego&quot; Bridget Asher'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-5159962382209187423</id><published>2011-02-07T17:57:00.008+01:00</published><updated>2011-02-10T19:38:38.600+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nobel'/><title type='text'>"Zeszyty don Rigoberta" Mario Vargas Llosa</title><content type='html'>Po tę książkę na fali trendu i mody ustawiła się już długa kolejka w mojej znajomej bibliotece. Przynaglona i przyciśnięta do ściany przez komitet kolejkowy przystępuję do pisania bardzo subiektywnej recenzji.&lt;br /&gt;Pierwsze wrażenie po jej przeczytaniu to podziw dla siły męskiej fascynacji. Z powieści Llosy wynika bowiem niezbicie, że kiedy mężczyzna trafi na tę właściwą i jedyną, kiedy tęskni i pożąda, to zaczyna tworzyć nowy fantasmagoryczny świat erotycznych i wyuzdanych marzeń, których nie tamują ani świętoszkowate poczucie przyzwoitości, ani fałszywy wstyd...&lt;br /&gt;Na co dzień ów mężczyzna jest prawie nikim. Ot mało przystojny, odrobinę pokurczony specjalista od ubezpieczeń. Z wielkim nosem i uszami podobnymi do wachlarzy, zwykle  niezbyt błyskotliwy i pozbawiony poczucia humoru. Za to moc jego wyobraźni erotycznej jest wprost nieograniczona. I tak skrajnie różna od tego, co mieści się w statystycznej, pozbawionej finezji i polotu ograniczającej kobietę męskiej fantazji, złożonej zazwyczaj z kilku prostych elementów i serii ruchów posuwisto-zwrotnych. Scenariusze, które tworzy Rigoberto są jak erotyczny migający kalejdoskop - kolorowe, odurzające i dopracowane w każdym szczególe z rozbudowaną scenografią. Ich główną bohaterką jest upragniona i wytęskniona żona. Małżonkowie rozstali się, po tym jak Fonsito - pasierb uwiódł Lukrecję (czytaj w "Pochwale macochy"). Mieszkają kilka ulic od siebie, usychają z tęsknoty i ... nie są w stanie do siebie wrócić. Dopiero koronkowa intryga uknuta przez pasierba pozwala im ponownie się zbliżyć.&lt;br /&gt;Po lekturze książki Llosy niektórzy pewnie będą pluć z obrzydzeniem i określać głównego bohatera mianem starego, śliniącego się satyra, a jego żonę nazwą jeszcze mocniejszym epitetem. Jeśli w ogóle doczytają powieść do końca... Ale moc wyobraźni tego satyra jest silniejsza niż u większości z nas. Kobieta z jego fantazji jest pozbawiona zahamowań, otwarta, bezpruderyjna i wyzwolona. Kocha swojego mężczyznę, ale kocha też i siebie. Jest świadoma i momentami wręcz "zaczadzona pięknem swojego ciała", które obiektywnie rzecz biorąc nie odpowiada współczesnym kanonom. Mimo to jest piękne, bo tak uważa ona, bo z takim zachwytem patrzy na nie on... Ile z kobiet tak potrafi? &lt;br /&gt;"Zeszyty don Rigoberta" są jak wgryzanie się w soczysty owoc i oczekiwanie na jeszcze więcej nowych smaków i smaczków. Ale nie jest to tylko i wyłącznie powieść erotyczna. Główny bohater prócz odurzania się fantazjami, ma jeszcze jedną pasję. Jest nią pisanie listów - felietonów do różnej maści instytucji społecznych lub ich przedstawicieli. Don Rigoberto pała gorącą niechęcią do niezrozumiałej dla niego prymitywnej potrzeby człowieka do zbijania się w większe lub mniejsze stada. Nie cierpi uspołeczniania na siłę, uniformizacji, klubowych plakietek i emblematów, ani zbiorowych protestów na ulicach... Te listy to również dobry materiał do przemyśleń.&lt;br /&gt;Jeśli dołożymy do tego historię malarza Egona Schielego, także wplecioną w powieść i namiętne listy pisane przez Lukrecję, otrzymamy w rezultacie wybuchowy koktajl, który jednych odurzy, u innych spowoduje odruch wymiotny.&lt;br /&gt;Zachęcam jednak, żeby spróbować choć malutki łyk...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-5159962382209187423?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/5159962382209187423/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/02/zeszyty-don-rigoberta-mario-vargas.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5159962382209187423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5159962382209187423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/02/zeszyty-don-rigoberta-mario-vargas.html' title='&quot;Zeszyty don Rigoberta&quot; Mario Vargas Llosa'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6879300830658614907</id><published>2011-01-01T17:33:00.006+01:00</published><updated>2011-01-02T17:46:00.008+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ksiązka'/><title type='text'>"Miłość, zdrada i spaghetti" Giulia Melucci</title><content type='html'>Już po przeczytaniu tytułu powinnam była dać sobie spokój. Coś powinno mnie ostrzec, ale niestety po raz kolejny dałam się uwieść okładce (wyrazy uznania dla pani Olgi Reszelskiej). Szczególnie pociągnęły mnie zgrabne nogi w siatkowych pończochach i dyndający na widelcu biustonosz. Pomyślałam, że może jednak warto, poczułam zew jakiejś tajemnicy, odrobinę pieprzu i trochę chili. Niestety... Wdepnęłam w książkową smętną kałużę. Może od samego początku, czyli od tytułu. Nie dajcie mu się omamić, szczególnie angielskiej wersji (I loved, I lost, I made spaghetti). Miłości, dojrzałej i kobiecej można szukać w tej książce naprawdę długo i nie znaleźć nawet zwietrzałego zapachu jej perfum. Główna bohaterka, kobieta około trzydziestki relacjonuje rozpaczliwe poszukiwania tego jednego jedynego, wymarzonego księcia z marzeń. Kobietka z małym móżdżkiem i jeszcze mniejszą psyche bez faceta u boku kompletnie wariuje i czuje się jak małpa zamknięta w ZOO i pozbawiona naturalnego środowiska czyli palmy. Jej życie to nieustający syzyfowy trud i ocieranie potu z czoła. To ona zdobywa, ona jest bardziej zainteresowana, ona słucha, zmienia ubarwienie (czytaj strój, fryzurę i poglądy) zależnie od samca, z którym przebywa. Jeśli trafi się jej wyjątkowo marudny egzemplarz, jej zaloty są jeszcze bardziej intensywne. Posuwa się wręcz do propozycji... obmacywanek, nawet jeśli samiec wyraźnie węszy w stronę innej. Mężczyźni, przeważnie wybrakowane egzemplarze, są przez nią rozpieszczani, hołubieni, noszeni na rączkach. Ona oddaje siebie całą w zamian nie biorąc nic. Nie uczy się na swoich porażkach, nie zmienia nic w swoim postępowaniu. Nie jest zdolna do wyciągnięcia jakichkolwiek sensownych wniosków na przyszłość. Czy takie są typowe singielki? Czy wypełnia je tylko duchowa próżnia i przemożna chęć wydania się za mąż? Jeśli tak, to nasz tak zwany świat w szybkim tempie stacza się po równi pochyłej...&lt;br /&gt;Od całkowitego pogrążenia się ratuje i bohaterkę i książkę pasja gotowania. Tylko przepisy kulinarne, którymi poprzeplatany jest słabiutki tekst i komentarze do nich są do strawienia. Reszta to niestety mało błyskotliwa pisanina o niczym.&lt;br /&gt;Weź trochę "Jedz, módl się i kochaj", dodaj szczyptę "Seksu w wielkim mieście", dopraw odrobiną "Pod słońcem Toskanii", a na koniec dołóż beznadziejną bohaterkę. Zmiksuj to wszystko razem, a otrzymasz "zabawną i poruszającą książkę" (komentarz na okładce). Niestety, jakoś nie mogę się z nim zgodzić...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6879300830658614907?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6879300830658614907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/01/miosc-zdrada-i-spaghetti-giulia-melucci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6879300830658614907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6879300830658614907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2011/01/miosc-zdrada-i-spaghetti-giulia-melucci.html' title='&quot;Miłość, zdrada i spaghetti&quot; Giulia Melucci'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-4855733077765689487</id><published>2010-10-17T17:45:00.006+02:00</published><updated>2010-10-24T18:32:00.575+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cierpienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Miasto ślepców" Jose Saramago</title><content type='html'>W nieodległej przyszłości, a może przeszłości. W kraju za siedmioma morzami, a może o niecały rzut kamieniem stąd... Tak mogłaby zaczynać się bajka dla dzieci. Albo dydaktyzująca powiastka z morałem dla dorosłych. "Miasto ślepców" ma jednak z nimi niewiele wspólnego. Jest raczej rodzajem przydługiej przypowieści o człowieku, jego bezradności wobec niezdefiniowanych bliżej kosmicznych sił oraz instynktach, które rządzą ludzkością. Nie znamy więc czasu, miejsca, ani przyczyny. Nagle w środku dnia anonimowe miasto ogarnia epidemia najdziwniejsza z możliwych - biała ślepota. Rozprzestrzenia się w tak szybkim tempie, że władze błyskawicznie tracą kontrolę nad wszystkim - począwszy od zaopatrzenia, skończywszy na bezpieczeństwie obywateli. Rząd próbuje uratować resztki społecznego porządku i ładu, izoluje chorych i potencjalnych nosicieli wirusa w starym szpitalu psychiatrycznym. Szpital jest ponurym gmaszyskiem, rodem z XIX wieku, takim dla syfilityków, paralityków itp. Ślepcy są zdani sami na siebie, szpital otacza wojsko i tworzy z niego zamkniętą strefę zero. Dotknięci chorobą, uwięzieni ludzie bardzo szybko przestają być... ludźmi. Władzę ma ten, kto ma broń i jedzenie; nawet jeśli jest tylko ślepcem. Nagle okazuje się, że wzrok jest jedną z najważniejszych ludzkich zdolności. Bez niego okazujemy się niewiele warci. Budowane przez stulecia z mozołem: ustrój społeczny, system prawny, moralność i zwykłe odruchy współczucia czy litości stają się pustymi słowami. Jedyne prawa jakie mają rację bytu to racja silniejszego, potrzeba przeżycia za wszelką cenę oraz strach przed śmiercią...&lt;br /&gt;Powieść sprawia wrażenie napisanej na jednym spazmatycznym oddechu. Wrażenie to pogłębia sposób prowadzenia narracji, nieprzestrzeganie zasad interpunkcji, czy wprowadzanie mowy pozornie zależnej. Czytając ją można się udusić od nadmiaru pokazanego cierpienia i przemocy. Anonimowość, brak wyraźnie określonego miejsca i czasu dodatkowo potęgują grozę sytuacji. Bo czy coś takiego nie może się zdarzyć również nam? Potęga rozumu i uczuć, szkiełko i oko, serce to wszystko bierze, mówiąc kolokwialnie, w łeb... &lt;br /&gt;"Miasto ślepców" to bardzo dyskusyjna książka. Szukam w niej i szukam czegoś jeszcze, drugiego dna. Czy tkwi w niej coś głębszego? Czy jest to tylko przerażająca historia grupy ludzi - nieludzi? Czy ma być przestrogą, starotestamentowym napomnieniem: malutki człowieczku znaj swoje miejsce, nie porywaj się na zbyt wiele, bo twój los nie zależy od ciebie? Można też zapytać (przy tej książce również), kiedy przestajemy być ludźmi i co to w zasadzie znaczy: Być człowiekiem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-4855733077765689487?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/4855733077765689487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/10/miasto-slepcow-jose-saramago.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4855733077765689487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4855733077765689487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/10/miasto-slepcow-jose-saramago.html' title='&quot;Miasto ślepców&quot; Jose Saramago'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-5992906327193262015</id><published>2010-09-12T18:20:00.007+02:00</published><updated>2010-09-12T19:29:44.674+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Przepaska z liści" Patrick White</title><content type='html'>Zachwycił mnie tytuł tej książki. Przepaska z liści może przecież oznaczać tak wiele, albo mniej niż nic. Może być ostatnim elementem, skrawkiem chroniącym człowieka przed zupełnym odarciem z godności, zasłoną chroniącą jego intymność lub wprost przeciwnie śmieszną i nieudolną próbą ratowania swojego człowieczeństwa, żałosną i godną politowania próbą ukrycia nagości, tej zewnętrznej i wewnętrznej. Interpretacja zależy od chęci i nastawienia czytelnika. Mnie ten tytuł po prostu wzrusza, po przeczytaniu książki jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;Jej główna bohaterka Ellen nie może pochwalić się szlachetnym urodzeniem. Dzieciństwo i młodość spędziła na kornwalijskich pastwiskach, najczęściej na "obrządzaniu" krów oraz zajmowaniu się ojcem pijakiem. Ellen jest prostaczką, ale tylko na pozór. Pod zewnętrzną skorupą kryją się skarby, o których ani otoczenie, ani ona sama nie mają pojęcia. Jej prawdziwe "ja" czeka na impuls, iskrę, która puści tę całą maszynerię w ruch... Korzystne, ale tylko na pozór małżeństwo z chorowitym i zdradzający homoseksualne skłonności arystokratą nie spowoduje żadnego wybuchu, nie rozpali namiętności. Mąż zamknie ją w wiktoriańskim gorsecie obłudy i hipokryzji. Jednak dzięki niemu i teściowej Ellen odkryje tak wiele: swą umiejętność przystosowywania się do nowych sytuacji, talent do uczenia się, przewagę milczenia nad niepotrzebną i pustą gadaniną, zdolność do ubierania chaotycznych myśli w słowa, słowem początek siebie. Odwiedziny u szwagra w Ziemi Van Diemena uświadomią jej, że nie jest wiktoriańską, zasznurowaną i zapakowaną w futerały halek hipokrytką, tylko namiętną kobietą. Choć o istnieniu tych instynktów Ellen wolałaby zapomnieć... W czasie podróży powrotnej statek, którym płyną państwo Roxburg (nazwisko Ellen po mężu) osiada na rafie. Pasażerom i załodze udaje się wprawdzie dopłynąć do lądu, ale zostają wybici przez tubylców, albo umierają z głodu. Ellen udaje się przeżyć, dostaje się do niewoli prymitywnego plemienia i razem z nim przemierza Australię i bada, ile cierpienia jest w stanie znieść jeden człowiek. Ellen schodzi na samo dno człowieczeństwa, doświadcza wszystkich odcieni bólu i upokorzenia. Nie zostaje jej nic, tylko tytułowa przepaska z liści. Ale nawet ogolonej na łyso, wysmarowanej śmierdzącymi mazidłami, brudnej i cuchnącej udaje się jej zachować godność i jedną z najważniejszych ludzkich cech - zdolność kochania. Ellen udaje się ocaleć, jej wybawcą staje się zbiegły więzień Jack. Na niego przelewa wszystkie swoje uczucia: miłość, czułość, namiętność. Nam ofiarom konsumpcyjnej kultury wydaje się niemożliwe jakakolwiek forma kochania w tak niesprzyjających okolicznościach. Oto dwoje brudnych i przypominających kościotrupy ludzi kocha się na podściółce z gnijących liści w australijskim buszu. Wymieniają pocałunki i czułości. Żałosne i śmieszne? A może obrzydliwe? Być może, ale też szczere i prawdziwe, prawdziwe aż do bólu i utraty tchu... Polecam, gorąco!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-5992906327193262015?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/5992906327193262015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/09/przepaska-z-lisci-patrick-white.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5992906327193262015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5992906327193262015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/09/przepaska-z-lisci-patrick-white.html' title='&quot;Przepaska z liści&quot; Patrick White'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-3763205968322603292</id><published>2010-08-23T19:24:00.011+02:00</published><updated>2010-08-23T20:56:12.671+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samotność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Sputnik Sweetheart" Haruki Murakami</title><content type='html'>Ta książka jest jak mocne uderzenie pięścią w brzuch, w najbardziej wrażliwe miejsce, w dodatku nikt nie ostrzega, że będzie bolało. Powoduje wewnętrzny skurcz, a później bunt. Po jej przeczytaniu mam ochotę głośno krzyczeć, że nie wszyscy są tak tragicznie samotni, że jesteśmy w stanie spotkać się gdzieś w kosmosie, nie jesteśmy skazani na wędrowanie po chaotycznych orbitach przeznaczenia, a marzenia czasem się spełniają, czasem nawet bywamy szczęśliwi. Ta powieść Murakamiego wyrwała ze mnie, na szczęście na chwilę, mały fragment wewnętrznej pewności siebie. Przez chwilę czułam wsysającą mnie pustkę i czerń. Dlatego ostrzegam, że nie jest to ciepła i miła historia.&lt;br /&gt;Jej bohaterowie to tacy niejapońscy Japończycy. Nie pracują 24 godziny na dobę, nie popełniają karoshi, są subtelnymi i wrażliwymi intelektualistami. Mają dużo czasu na pisanie, rozmowy i nawiązywanie różnych form stosunków międzyludzkich. Jednak mimo, że tak empatyczni, uwrażliwieni i pozornie otwarci, nie są w stanie rozmawiać ze sobą o najważniejszych sprawach: o swoich poplątanych i niemożliwych do spełnienia uczuciach oraz osamotnieniu. Sumire, dwudziestoparolatka, zakochuje się gwałtownie i namiętnie w starszej od siebie Miu. Dla pełnej jasności Miu jest kobietą. Uczucie pozostaje nieodwzajemnione, ponieważ Miu nosi wewnętrzną rysę, pęknięcie spowodowane przez mroczne wydarzenie z młodości. W Sumire kocha się młody nauczyciel, jest jej przyjacielem, ale pragnie czegoś więcej. Miu potrafi tylko polubić, nie umie ani kochać, ani pożądać. Ta trójka jest sklejona ze sobą niewidzialnym spoiwem uczuć i równocześnie przeraźliwie samotna. Najwrażliwsza z nich (lub może najmniej odważna) Sumire decyduje się przerwać to pozbawione nadziei orbitowanie i pewnego dnia odchodzi, "rozwiewa się jak dym". Opuszcza realność i przechodzi do innej, równoległej rzeczywistości: marzeń, snów, psychozy. A może po prostu popełnia samobójstwo?&lt;br /&gt;Po przeczytaniu "Sputnika" należy koniecznie zażyć jakieś antidotum: obejrzeć głupią romantyczną komedię, przytulić swoje dziecko, poczytać wiersze o namiętnej miłości, kochać się długo i czule... Nie wolno uwierzyć autorowi, że jesteśmy dryfującymi sputnikami, bez szans na spełnione uczucie i szczęście. Nie jesteśmy wydrążonymi skorupami, tak kruchymi, że pękają od najlżejszego uderzenia. Nie wszyscy z nas noszą w sobie zamrożone sople. I pamiętać jeszcze jedno: każda książka pokazuje tylko mały wycinek rzeczywistości i to z bardzo subiektywnego punktu widzenia.&lt;br /&gt;Uff! W tej linijce mogę odetchnąć, chyba w końcu przekonałam samą siebie. Książkę polecam, a po niej odpowiednią kurację łagodzącą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-3763205968322603292?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/3763205968322603292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/08/sputnik-sweetheart-haruki-murakami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/3763205968322603292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/3763205968322603292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/08/sputnik-sweetheart-haruki-murakami.html' title='&quot;Sputnik Sweetheart&quot; Haruki Murakami'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-4392805807403855113</id><published>2010-08-03T18:51:00.007+02:00</published><updated>2010-08-07T11:02:22.293+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pamiętnik'/><title type='text'>"Europejka" Manuela Gretkowska</title><content type='html'>Kiedy rzeczywistość zgrzyta, a jej tryby zaczynają piszczeć, sięgam po tę książkę, żeby "odczynić uroki" i zapomnieć na chwilę o kiepsko naoliwionej maszynerii świata. Czytam sobie więc ten "intymnik", opis jednego roku z życia zwykłej-niezwykłej kobiety. Zwykłej, bo podobnej do wielu innych - matki, martwiącej się o przyszłość swojej córki; partnerki, starającej się pogodzić pracę z prywatnym życiem. Niezwykłej, ponieważ życie ją rozpieszcza. Omijają ją kataklizmy losu. Jej mężczyzna jest wyrozumiały i ciepły. Dziecko, choć odrobinę psotne i nadruchliwe, jest ciekawe świata i innych ludzi. Nie brakuje jej pieniędzy, lubi swoją pisarską pracę, ma dokąd wracać. Spełnienie marzeń wielu z nas, małe szczęście lub jeśli ktoś woli mała stabilizacja. Na szczęście autorka nie ograniczyła się tylko do opisania swojego rodzinnego ciepełka. Nie otrzymaliśmy więc słodkiego cukiereczka, który dla wielu byłby najprawdopodobniej nie do zniesienia. Ten pamiętnik to również krytyczna obserwacja "nienajlepszego ze światów" i dziwnych osobników, które go zamieszkują. Rodzina i dom są dla pisarki rodzajem bezpiecznego schronienia. To "zaplecze" daje jej siłę i odwagę do otwartego, choć pokrytego patyną ironii, komentowania naszej siermiężnej realności. Nadając kształt swoim myślom, nawlekając litery i słowa, pisarka próbuje ją zmienić, wpłynąć na sposób myślenia czytelniczki X lub Y. Mimo, że pozornie stara się pozostać na zewnątrz, być outsiderką, podejmując rolę komentatorki i krytyka, nie może uniknąć wejścia w tę drażniącą ją "teraźniejszość".&lt;br /&gt;Lubię kolczastą ironię Gretkowskiej (kiedyś już o tym pisałam). Lubię ją też za metafory, których wymyślanie wydaje się przychodzić jej bez najmniejszego wysiłku (ale to bardzo prywatne wrażenie i oczywiście można się z nim nie zgodzić). Cenię ją za erudycję i aforyzmy, jakby niechcący wplatane w codzienną relację, np. "tworzenie, także to przełamujące wstyd milczenia daje nam godność. Tworzenie miłości, książek, marzeń, obrazów czy muzyki. Piękna, którego jeszcze nie było".&lt;br /&gt;Płynność z jaką pisarka przechodzi od definicji słowa "piździć" do takich sformułowań jakoś niespecjalnie mnie razi... &lt;br /&gt;Polecam tę książkę, która albo doprowadzi do zgrzytania zębami, albo zachwyci. Raczej nie pozostawi obojętnym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-4392805807403855113?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/4392805807403855113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/08/europejka-manuela-gretkowska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4392805807403855113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4392805807403855113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/08/europejka-manuela-gretkowska.html' title='&quot;Europejka&quot; Manuela Gretkowska'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6307841769781213050</id><published>2010-07-08T18:59:00.003+02:00</published><updated>2010-07-08T19:54:38.159+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Kupić dym, sprzedać mgłę" Magda Dygat</title><content type='html'>Toksyczni rodzice - to sformułowanie jest modne już od pewnego czasu i wielu z nas powiewa nim jak sztandarem, żeby usprawiedliwić swoje grzechy i uzasadnić bzdurne decyzje. Grzebiemy w swoim dzieciństwie, czepiamy się szczegółów, rozkładamy na atomy postępowanie ojca czy matki. I w zasadzie nie ma w tym nic złego. Czasami po prostu tak trzeba: dodać, odjąć, podzielić i... wyciągnąć wnioski. Szkoda tylko, że i z tego zrobiono modę, to też stało się trendy. Na szczęście nie wyczułam tego trendy - smrodku w książce Magdy Dygat. Poczułam za to bezbrzeżny smutek i współczucie. Bohaterki książki to trzy kobiety - babka, matka i córka. Łączą je tylko więzy krwi, dzieli wszystko. Babka, nazywana idiotycznie Dunią (zdrobnienie od Władysławy), jest jak trzcina na wietrze Pascala. Szarpana życiem - wiatrem, poddaje się mu bez specjalnego sprzeciwu. Nie zapomina przy tym ani na minutę o samej sobie. W centrum jej świata znajduje się ona sama i nie ma tam miejsca dla nikogo innego. Szczególnie dla dziecka, które niechcący się jej przydarza. Córka Julia musi więc dorosnąć w przyspieszonym tempie, szybko stać się matką dla samej siebie. Dunia wcale nie kryje się z tym, że jej nie kocha, a córka jest jak natrętna mucha bzycząca dookoła głowy i domagająca się np. jedzenia. "Dwoje kolczastych ludzi" takim mianem określa swoich rodziców Julia. Wybiera najprostsze wyjście, całkowite odcięcie się od matki i ojca, za wszelką cenę. Nie chcę być do niej podobna - to zdanie rośnie jej w gardle i dusi w okolicy serca. Ale z tego zaklętego, rodzinnego kręgu nie ma ucieczki. Nierozliczona i niezamknięta przeszłość wraca, a Julia powiela zachowanie swojej matki. Jej córka Honorata również od niej ucieka i to, aż za ocean. Dopiero wtedy Julia uświadamia sobie, że odcięcie pępowiny ma tylko symboliczne znaczenie, że do końca życia nosimy w sobie jakąś cząstkę swoich rodziców. Bunt i ucieczka mają sens tylko wtedy, jeśli stają się początkiem czegoś nowego, a nie pretekstem do wylewania żalów i obarczania rodziców odpowiedzialnością za nieudane życie. &lt;br /&gt;To mądra książka, choć przepełniona smutkiem, który po prostu kapie ze stron. Ale dzięki niej można, (choć to odrobinę paradoksalne), zyskać dystans do swoich rodzinnych układów. Można też zadać sobie pytanie: Dlaczego czuję żal? Napisać list, wysłać go lub nie, a potem wziąć głębszy oddech i skoczyć na głęboką wodę, nie oglądając się wstecz, nie sprawdzając, czy mama i tata patrzą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6307841769781213050?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6307841769781213050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/07/kupic-dym-sprzedac-mge-magda-dygat.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6307841769781213050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6307841769781213050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/07/kupic-dym-sprzedac-mge-magda-dygat.html' title='&quot;Kupić dym, sprzedać mgłę&quot; Magda Dygat'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-7928691078337435045</id><published>2010-05-18T17:34:00.005+02:00</published><updated>2010-05-18T18:43:40.426+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ameryka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Dziewiętnaście minut" Jodi Picoult</title><content type='html'>Może to banalne, ale sięgnęłam po tę książkę ze względu na okładkę. Zaintrygowało mnie zdjęcie smutnej dziewczyny (podobnej odrobinę do Audrey Hepburn), która przysiadła na chwilę na kamiennych schodach. Przerwała na krótki moment taniec w korowodzie życia, przygnieciona myślą, czyimś słowem, przeczuciem nadchodzącej katastrofy.&lt;br /&gt;Niestety wnętrze książki nie jest ani intrygujące, ani tajemnicze. Pewnie dla niektórych będzie to obrazobórstwem, ale historia amerykańskiego nastolatka pochodzącego z tzw. średniej klasy, który krwawo mści się za wieloletnie upokorzenia specjalnie mną nie wstrząsnęła. Obiektywnie rzecz biorąc, scenariusz, który próbowała nakreślić Picoult, jest prawdziwym dramatem. Do szkoły wpada szaleniec z bronią i po kolei, zgodnie ze schematem komputerowej gry, "likwiduje" swoich dręczycieli. "To nie był film"... Zginęła elita, "sól ziemi". Przepraszam, małomiasteczkowej szkoły. Tylko czy można tym mianem określić grupę rozwydrzonych i pustych nastolatków? Wypacykowaną szkolną królową piękności, bezmózgiego hokeistę z podwyższonym poziomem testosteronu, sfrustrowaną córkę pani sędzi z charakterem podobnym do plasteliny, którą każdy może ugnieść, tak jak chce?&lt;br /&gt;Schematyzm tej powieści jest widoczny od jej pierwszych stron. Bohaterowie zachowują się  przewidywalnie, ich działania i podejmowane decyzje nie są szczególnie zaskakujące. Podobnie z motywacją ich postępowania. Ta schematyczność odbiera im życie, są oni tylko sylwetkami z papier mache. W żadnej chwili nie stają się prawdziwymi ludźmi. Nie czujemy ich oddechu, nie odbieramy ich emocji. Przyczynia się do tego także dokumentalny, wyliczający styl Picoult.&lt;br /&gt;Jednak za całą tą nieszczególnie udaną fasadą znalazłam coś dla siebie. American way of life... Tak się to chyba nazywa. Autorce, najprawdopodobniej niechcący, udało się przedstawić krytyczny obraz amerykańskiego miasteczka, w którym wszyscy szczerzą zęby w uśmiechu, klepią się po plecach i machają przyjaźnie dłonią. W razie problemów trzeba zamówić wizytę u psychologa lub lepiej psychoanalityka. I nie rozmawiać. Gadać dużo i pusto, ale nie rozmawiać. Szczerość jest zabójcza. Należy jej unikać jak zarazy, na kłopoty zamówić pepperoni z podwójnym serem lub urządzić rodzinny piknik w barze szybkiej obsługi. Trzeba przecież spędzać czas z rodziną. W tym czasie rozum śpi i budzą się upiory...&lt;br /&gt;Moja daleka krewna, która wyemigrowała do Stanów napisała kiedyś: "Do Polski już nie wrócimy, bo Ameryka to kraj mlekiem i miodem płynący". Dziękuję i za miód i za mleko. To nie jest szczególnie dobry miks.&lt;br /&gt;A książkę raczej polecam, choć wiele jej brakuje. Choćby tej tajemnicy, która uwiodła mnie na okładce...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-7928691078337435045?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/7928691078337435045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/05/dziewietnascie-minut-jodi-picoult.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7928691078337435045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7928691078337435045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/05/dziewietnascie-minut-jodi-picoult.html' title='&quot;Dziewiętnaście minut&quot; Jodi Picoult'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6022536523343338911</id><published>2010-04-23T19:01:00.009+02:00</published><updated>2010-05-10T10:04:31.874+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pamięć'/><title type='text'>"Żar" Sandor  Marai</title><content type='html'>To jest zwykła, banalna wręcz historia. Po raz kolejny czytamy o namiętnościach, ludzkim uwikłaniu w uczucia i związki, z których nie można się uwolnić. Historię poznajemy w zasadzie z jednej perspektywy - głównego bohatera, węgierskiego generała. Po ponad 43 latach nieobecności odwiedza go mężczyzna, który niegdyś był jego najlepszym przyjacielem. Był, w czasie przeszłym... Przyjaźń skończyła się raptownie po odkryciu przez generała romansu jego żony z najlepszym, przynajmniej tak sądził, przyjacielem. Mamy więc tę banalną historię, którą ludzkość, mimo swoich doświadczeń wciąż powiela. Jeśli autor poprzestałby tylko na jej streszczeniu, wówczas mielibyśmy kolejny romans o zapachu fiołków. Na szczęście nie ograniczył się tylko do opisu miłosnego trójkąta. Książka ta jest, bez wątpliwości, próbą analizy uczuć, najczęściej stłumionych. Dominują zazdrość, żal, namiętność. Bohaterowie nie mogą sobie pozwolić na ich erupcję. Trzymają je na wodzy, spętani przez poczucie winy i wszechobecne konwenanse. Ale one istnieją, przez cały czas żarzą się jak węgle w palenisku i nie pozwalają ani na chwilę odpocząć.&lt;br /&gt;Tytułowy "Żar" można również odnieść do ludzkiej pamięci, która stanowi bardzo ważny wątek tej książki. Nie możemy poznać całej prawdy. Nigdy nie dotrzemy do sedna, tego co się wydarzyło. Pamięć ulotna i wybiórcza, zaciemnia przeszłość, selekcjonuje i wybiera tylko określone fragmenty. Ale trwa wciąż, do samego końca. Jest tak bardzo obecna w życiu generała, iż mamy wrażenie, że każdy przedmiot w jego domu: bibelot, obraz, książka opowiadają swoją wersję tej samej historii.&lt;br /&gt;"Żar"  to również wspomnienie pewnej epoki. Jej życie  dobiegło kresu, czas i historia pogrzebały monarchię austro-węgierską. Choć we wspomnieniach głównego bohatera słychać nostalgię za ustalonym porządkiem życia, cesarską opieką, przesiadywaniem w wiedeńskich kawiarniach i walcem.&lt;br /&gt;Zachęcam do przeczytania tej niewielkiej książki, szukania w niej i odkrywania nowych wątków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6022536523343338911?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6022536523343338911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/04/zar-sandor-marai.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6022536523343338911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6022536523343338911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/04/zar-sandor-marai.html' title='&quot;Żar&quot; Sandor  Marai'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-8576521352015237729</id><published>2010-04-08T10:47:00.011+02:00</published><updated>2010-04-08T20:44:32.502+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert</title><content type='html'>Dlaczego Jonathan Carroll poleca tę książkę? Jak pisarz, którego wszystkie powieści są przesycone magią i który tka ze słów niezwykłe historie, może z czystym sumieniem polecać ten "bestseller"? W dodatku na prezent dla przyjaciół? Wiem! Ktoś na pewno mu za to zapłacił. Istnieje też ewentualność, że przechodził głębokie załamanie nerwowe i przestał odróżniać dobrą literaturę od knotów. Niestety właśnie z takim amerykańskim bublem mamy do czynienia. Autorka i główna bohaterka Elizabeth cierpi na ogromną emocjonalną czkawkę. Krztusi się swoimi emocjami, które przypominają gwałtowne podrygi na huśtawce - od absolutnej czarnej rozpaczy, zasmarkiwania podłogi w łazience do euforycznej przyjemności czerpanej z jedzenia i seksu. Jest typową Amerykanką, z ustabilizowaną sytuacją materialną. U nogi nie wiszą jej kredyty oraz dzieci. Praca dziennikarki sprawia jej przyjemność i daje dużą satysfakcję. Elisabeth żyje spokojnym życiem, wierząc, że pewnego dnia spłynie na nią wola boska i poczuje zew macierzyństwa. Lata płyną, wola nie nadchodzi, żywot robi się coraz bardziej pusty i jałowy, w dodatku mąż zaczyna się czepiać. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Nie pomagają sesje u psychoanalityka, leki ani wypłakiwanie się w łazience. Pewnej nocy nadchodzi przełom. Liz zaczyna rozmowę z Bogiem... Wszystko w niej krzyczy: Teraz moja kolej. Chcę zrobić coś dla siebie! Jakie to amerykańskie. A co robiła do tej pory??? &lt;br /&gt;Nasza bohaterka postanawia rzucić wszystko w diabły i wyjechać w oczyszczającą podróż swojego życia. Zwiedzić bez biura podróży Włochy, Indie i Bali. Biorąc pod uwagę jej sytuację, nie jest to specjalnie bohaterski wyczyn. Ma zabezpieczone tyły, nie grozi jej bieda ani finansowa upadłość. Nie pali za sobą mostów. Z mężem udało jej się w końcu rozwieść, nie ma dylematu z kim zostawić dzieci. Dlaczego więc gdzieś sobie nie wyjechać? Elizabeth traktuje jednak tę podróż jak misję z głębokim, przesyconym duchem new age przesłaniem: zweryfikuj swoje życie, ułóż je na nowo, poznaj i pokochaj siebie! Jakie to słodkie, jak cukiereczek. Podobnie ulepkowata  i naiwna jest psychika bohaterki, która żeby dowiedzieć się czegoś o sobie musi zwiedzić pół świata. Zresztą zwiedzanie to ma specyficzny i bardzo ograniczony charakter. We Włoszech na przykład polega na obżeraniu się i nauce języka z pewnym przystojniakiem. Indie - tak pstrokate, woniejące i różnorodne, kurczą się dla niej do rozmiarów aśramu, a pobyt na egzotycznej Bali to przede wszystkim spotkania z miejscowym szamanem i... nowy związek oraz udany seks. Autorka obnaża się całkowicie i nie zostawia miejsca na niedomówienia. Przynajmniej tak jej się wydaje. Jednak ja mam wrażenie, że ślizgam się po powierzchni, nie dotykam żadnej głębi, bo jej po prostu nie ma. Czytanie tej powieści przypomina trochę jedzenie bezowego ciastka - słodka, chrupiąca  skorupka i niewiele w środku. Irytowały mnie przydługie, ciągnące się czasem przez pięć linijek zdania, egzaltowany styl, wplatanie i miksowanie "mądrości" zaczerpniętych z różnych źródeł. Na pewno nie jest to książka, która może skłonić kobietę z IQ odrobinę wyższym od średniej krajowej do wprowadzania w swoim życiu radykalnych zmian. Takie kobiety nie łykają bezkrytycznie każdej zaserwowanej im "prawdy". Nie potrzebują całych tabunów ludzi, aby choć trochę poznać siebie. "Jedz, módl się, kochaj" to lektura dla bardzo niewymagających czytelników, lubiących proste jak narzędzie do omłotu przesłania np. stanowię jedność z Uniwersum, wszechświat przepływa przeze mnie i jeszcze nieśmiertelne: Kocham was! A wy mnie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-8576521352015237729?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/8576521352015237729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/04/jedz-modl-sie-kochaj-elizabeth-gilbert.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/8576521352015237729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/8576521352015237729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/04/jedz-modl-sie-kochaj-elizabeth-gilbert.html' title='&quot;Jedz, módl się, kochaj&quot; Elizabeth Gilbert'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-7751312243050481787</id><published>2010-03-28T17:20:00.007+02:00</published><updated>2010-03-29T08:39:28.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Tajemne serce zegara" Elias Canetti</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S5lByVtZlLI/AAAAAAAAAD0/MsyXL-00MCE/s1600-h/w%C3%B3z.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 176px; height: 280px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S6-AlZskLoI/AAAAAAAAAD8/3ai_CCaLTIM/s320/serce+zegara.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453719053810282114" /&gt;&lt;/a&gt;Nielogiczne jest czytanie tej książki w okresie spadku formy intelektualnej i lekkiego zapóźnienia spowodowanego nagłym wiosennym przesileniem. Myśli ciążą i stają się leniwe, a mózg nie chce wrócić do pracy na normalnych obrotach. Z drugiej strony ta mała książka może stać się impulsem do wiosennego przebudzenia i przemyślenia pewnych bardzo ważnych rzeczy od nowa, może nawet do zupełnego ich zweryfikowania.&lt;br /&gt;"Tajemne serce zegara" to zbiór zapisków, aforyzmów, notatek i refleksji dotykających najważniejszych dla człowieka i pisarza spraw: oswajania śmierci i starości, nieuchronności przemijania, sensu własnej twórczości, wpływu innych na nasz los, skutków wolności wyboru... Ta książka ma tak wiele wątków, że nie sposób przeczytać jej na jednym oddechu. Należy przygotować się na wielotygodniowe czytanie ze zrozumieniem i myśleniem. Tylko od samego czytającego zależy, ile uda mu się z niej zrozumieć i wynieść dla siebie.&lt;br /&gt;Niektóre z myśli wydają się nabazgrane w pośpiechu, na papierowej serwetce w restauracji, inne wręcz przeciwnie stworzone w pocie czoła, gdzieś w zaciszu gabinetu, jeszcze inne w nagłym przebłysku chwili. Czasem ich po prostu nie rozumiem, sens niektórych w ogóle do mnie nie trafia... Jednak wiele z tych zdań skłania do sprostania im, zmierzenia się z nimi. Jest to zajęcie nie na kilka minut, ale na kilka dni, czasem tygodni. Pisarskie zapiski (książka w oryginale nosi podtytuł "Aufzeichnungen 1973-1985") zmuszają do podróży w głąb siebie i obserwacji, do czegoś co bywa zgrabnie określane jako autorefleksja.&lt;br /&gt;"Pośród wielu wierzących najtrudniej przychodzi mu wierzyć". To zdanie jest dla mnie jak początek historii, którą mogę dokończyć, rozmawiając i milcząc sama ze sobą. Zastanawiający jest sam tytuł. Co ma symbolizować tajemne serce zegara? Przemijanie, ludzką i pisarską nieudolną walkę z czasem? A może jeszcze coś innego? Każdy, kto przeczyta tę książkę, znajdzie własną odpowiedź na to pytanie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-7751312243050481787?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/7751312243050481787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/03/tajemne-serce-zegara-elias-canetti_28.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7751312243050481787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7751312243050481787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/03/tajemne-serce-zegara-elias-canetti_28.html' title='&quot;Tajemne serce zegara&quot; Elias Canetti'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S6-AlZskLoI/AAAAAAAAAD8/3ai_CCaLTIM/s72-c/serce+zegara.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-7833342435247729853</id><published>2010-03-02T19:40:00.006+01:00</published><updated>2010-03-11T20:18:45.715+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cierpienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Wóz ognisty" Patrick White</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S5lByVtZlLI/AAAAAAAAAD0/MsyXL-00MCE/s1600-h/w%C3%B3z.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 167px; height: 228px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S5lByVtZlLI/AAAAAAAAAD0/MsyXL-00MCE/s320/w%C3%B3z.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447457557358154930" /&gt;&lt;/a&gt;To jedna z tych książek, do których wracam wciąż i wciąż od nowa. Za każdym razem przeżywam ją tak jak starożytni swój teatr pod gołym niebem. Obcowanie z nią kończy się dla mnie zawsze współczesną wersją starożytnego katharsis.&lt;br /&gt;Ci, którzy nie lubią dużych książkowych "cegieł" powinni ją od razu odłożyć. Nie starczy im cierpliwości, ani uwagi. A tej przy czytaniu "Wozu" trzeba naprawdę wiele. Powieść ta nie ma jednego głównego bohatera. Jest ich kilkoro. Stara wariatka panna Hare, zdziwaczały żyd Mordechaj Himmelfarb, Aborygen Alf Dubo i udręczona życiem z małżonkiem pijakiem oraz gromadką dzieci pani Goldbold. Ich losy to jakby kolejne rozdziały w książce. Każdy z bohaterów naznaczony jest jakimś piętnem, wykluczającym go z grona tak zwanych normalnych ludzi. Panna Hare była dzieckiem, które nie spełniło niestety oczekiwań swoich rodziców. Brzydkim, chorowitym. Nie wyrosła na urodziwą dziedziczkę z wianuszkiem wielbicieli, nie zasłużyła więc na miłość ojca i matki. Osamotniona, zostawiona sama sobie upodobniła się do zwierzątek z australijskiego buszu. Żyd ocalał cudem z zagłady i zawieruchy wojennej. Stracił jednak jedyną istotę, którą tak naprawdę miał i kochał - swoją żonę. Aborygen doświadczył łaski białych, którzy pod płaszczykiem pseudodobroci i nawracania na objawiona prawdę chrześcijańską, doprowadzili go na dno piekła i upodlenia. Pani Goldbold cicha i pokornego serca, jest tak dobra, że normalnym ludziom wydaje się wręcz głupia i naiwna w swej dobroci...&lt;br /&gt;Los czy może Bóg rzuca ich w to samo miejsce w czasoprzestrzeni - przedmieścia Sydney po drugiej wojnie światowej. Ich życiorysy splątują się ze sobą. Prócz codzienności łączy ich jeszcze jedna wielka tajemnica, o której boją się mówić głośniej. Obcują z jakąś cząstką boskości, którą w książce symbolizuje tytułowy wóz ognisty. Sztuka, wiara, pokora, wariactwo - dzięki nim doświadczają wizji niedostępnych porządnym ludziom. Banda obłąkanych... Bardzo łatwo tak powiedzieć, wyrzucić ich poza margines dobrego i porządnego społeczeństwa. Tylko kto w tej powieści jest tak naprawdę dobry? Czy mężczyźni systematycznie zdradzający swe żony w miejskim burdelu? Zdradzane żony czyniące w imię sprawiedliwości najgorsze świństwa? Powtarzają sobie: kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. I rzucają je, setkami. Wieszają i kamienują. Czynią dobro, ustanawiają porządek. A potem umywszy ręce, wracają do swoich domów.&lt;br /&gt;Za każdym razem przy czytaniu tej książki doświadczam takiego samego wstrząsu: że można być tak ślepym, że tak łatwo dać się omamić i zgubić rozeznanie, co jest dobrem, a co złem. Łatwo jest być bezmyślną cząstką w tłumie. Trudniej przeciwstawić się masie.&lt;br /&gt;Ta powieść jest dla wszystkich, którzy nie cierpią tłumu. No może poza koncertem havy metalowym. Zachęcam do zmierzenia się z nią, do tego też potrzeba odwagi!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-7833342435247729853?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/7833342435247729853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/03/patrick-white-woz-ognisty_02.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7833342435247729853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7833342435247729853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/03/patrick-white-woz-ognisty_02.html' title='&quot;Wóz ognisty&quot; Patrick White'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S5lByVtZlLI/AAAAAAAAAD0/MsyXL-00MCE/s72-c/w%C3%B3z.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-5616674402373156465</id><published>2010-02-15T09:51:00.003+01:00</published><updated>2010-09-12T19:30:36.995+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Spadochrony i pocałunki" Erica Jong</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S416ZFLimjI/AAAAAAAAADI/Fz8lnQYfuqo/s1600-h/erica_jong_spadochrony.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand; width: 148px; height: 224px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S416ZFLimjI/AAAAAAAAADI/Fz8lnQYfuqo/s320/erica_jong_spadochrony.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444142095866698290" /&gt;&lt;/a&gt; Nazwisko tej pani kojarzyło mi się z ruchem feministycznym, emancypacją i wyzwoleniem seksualnym. Poza tym nie wiedziałam o niej nic, nie czytałam żadnej z jej wcześniejszych książek. Mówiąc krótko "tabula rasa". Nie mogę więc zacząć spisywania moich wrażeń na temat tej książki od powtarzanej jak nudny refren w recenzjach frazy "Pisarka Isadora Wing powraca i znowu wpada w kołowrót zwykłych spraw" itd. Może zacznę tak: Przeczytałam ostatnio po raz kolejny tę samą historię - biedną kobietę z dzieckiem zostawia mąż. Zgodnie z tradycyjnym i oklepanym schematem odchodzi do innej, młodszej, z ładniejszym tyłkiem, bardziej potulnej, bardziej w niego wpatrzonej. Biedna kobieta jest w absolutnym szoku, z którego przez dłuższy czas nie może się otrząsnąć. Staje się małą dziewczynką. Bez wielkiego mężczyzny i bez jego wspierającego ramienia jest jedynie kłębkiem skomplikowanie poskręcanych nerwów. Nie radzi sobie z błahymi, codziennymi obowiązkami, gubi się w swoich odczuciach. Kobieta - dziewczynka, czyli wspomniana pisarka Isadora, próbuje się leczyć "homeopatycznie", czyli klin klinem. Nawiązuje kolejne romanse z dziwacznymi typami, do których nijak nie pasuje określenie amant. Okazuje się mistrzynią w przeskakiwaniu od jednego  (a może z jednego) kochanka do drugiego. Nie przeszkadza jej nic, ani ich egoizm, ani obrączka na palcu. Liczy się tylko wielki, stojący "Dick" i kolejny wielokrotny orgazm. Isadora okazuje się mistrzynią w aranżowaniu miłosnych spotkań, w posiadaniu kilku kochanków równocześnie i dostrajaniu siebie do ich gustów. Jest pełna sprzeczności. Krytykuje swoich tzw. facetów, wręcz ich nie lubi. Nie przeszkadza jej to uprawiać z nimi seksu do upadłego. I tak przez dłuższy czas wszystko stoi w miejscu (i na sztorc!) Przede wszystkim biedna Isadora. Aż do momentu spotkania z Beanem, który okaże się kochankiem doskonałym. A w finale być może partnerem. Związek z nim będzie początkiem czegoś zupełnie nowego - Isadora wejdzie w końcu w mocno spóźniony okres psychicznego dojrzewania.&lt;br /&gt;Czytałam tę książkę bez żadnych filtrów, nie znałam biografii autorki, ani innych jej powieści. Dlatego z czystym sumieniem stwierdzam, że książka ta nie jest specjalnie interesująca. Oczywiście z mojej osobistej perspektywy. Tak naprawdę zaimponowały mi opisy łóżkowych szaleństw i wielokrotne orgazmy, bo niewielu zostało to dane... Ciekawe ile w tym zmyślenia, a ile prawdy. Poza tym nihil novi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-5616674402373156465?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/5616674402373156465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/02/erica-jong-spadochrony-i-pocaunki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5616674402373156465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/5616674402373156465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/02/erica-jong-spadochrony-i-pocaunki.html' title='&quot;Spadochrony i pocałunki&quot; Erica Jong'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S416ZFLimjI/AAAAAAAAADI/Fz8lnQYfuqo/s72-c/erica_jong_spadochrony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-394108016628053519</id><published>2010-01-30T19:13:00.000+01:00</published><updated>2010-01-30T21:57:45.339+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Zwycięzca jest sam" Paulo Coelho</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SdLHIS57I/AAAAAAAAACw/hG_x65Zh9PE/s1600-h/Coelho_Zwyciezca.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 233px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SdLHIS57I/AAAAAAAAACw/hG_x65Zh9PE/s320/Coelho_Zwyciezca.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432639864733624242" /&gt;&lt;/a&gt;W dawnych zamierzchłych czasach zdarzyło mi się przeczytać "duchowy" przewodnik napisany przez tego pana, mam na myśli "Alchemika". Przebrnęłam przez owe dzieło z poczuciem, że to wszystko już było, gdzieś to już czytałam, ktoś o tym napisał. Zgrabnie posklejane pseudomądrości życiowe. Po kilku latach popełniłam błąd i dałam się namówić do lektury książki "Jedenaście minut". Nie przeczytałam jej jednak do końca, przyczyna zaistniałej sytuacji opisana powyżej...&lt;br /&gt;Niestety, jesteśmy tylko ludźmi (co za banał, zupełnie w stylu Coelho), pomyłki zdarzają się nam systematycznie, wszak błądzić jest rzeczą ludzką. Niestety zbłądziłam i straciłam czas na przeczytanie najnowszej powieści tego pisarza pt. "Zwycięzca jest sam". Tym razem dobrnęłam do ostatniej strony. Był to, moim zdaniem, co najmniej bohaterski wyczyn. Przyznaję, zrobiłam to tylko po to, aby móc skrytykować to czytadło dla maluczkich.&lt;br /&gt;Rzecz cała zaczyna się nietypowo, jak dla tego autora, od opisu pistoletu "Beretty Px4". Ten wstęp może nas nieco zmylić. Mamy wrażenie, że będzie to początkiem jakieś kryminalnej historii lub thrillera. Niestety...&lt;br /&gt;Akcja jest jasna i przejrzysta, nie musimy zgadywać kto zabił i gdzie ukryto zwłoki. Rosyjski milioner tłucze jedną ofiarę po drugiej, żeby zwrócić uwagę swojej niewiernej, byłej żony, która ośmieliła się od niego odejść. Życie wewnętrzne rosyjskiego milionera od komórek jest po prostu imponujące. Kwieciste opisy skomplikowanych procesów myślowych zajmują, podobnie jak sceny zabójstw, wiele stron książki. Całość przeplatają opisy świata mody, nieszczęśliwego życia modelek, wydumane i rzeczywiste problemy gwiazd i producentów filmowych. Akcja powieści zamyka się w 24 godzinach i toczy się w jednym z najbardziej "plastikowych" miejsc w Europie tzn. na festiwalu w Cannes. I to wszystko, bez zbędnych skrótów i streszczeń.&lt;br /&gt;Niestety, autor myśli inaczej... Próbuje stworzyć "drugie dno" powieści. Chce stać się nowym prorokiem naszych czasów, który stojąc na czerwonym dywanie przeznaczonym dla celebrytów i różnej maści ważniaków rozsyła przyjazne gesty i uśmiechy w stronę publiki (czyli maluczkich) i równocześnie ostrzega: Dzieci nie idźcie tą drogą, nie dajcie się zwieść ułudzie pieniędzy i sławy. Nie dajcie sobą manipulować. Im tylko o to chodzi. W tym miejscu zadam pytanie, a właściwie dwa. Po pierwsze: Kim są oni? Po drugie: To, co tam jeszcze robisz człowieku? Po co smażysz się w świetle fleszy i sławy? To dobrze robi na cerę, czy może na miłość własną? Przepraszam wyszły mi aż cztery pytania...&lt;br /&gt;Jako maluczka czuję się dotknięta to oszukańczą filozofią dla ubogich i niestety, ale zupełnie tego nie kupuję. Na koniec dodam tylko: Nie dajcie się oszukać Coelho i jego posklejanej z komunałów "mądrości". Ja jestem na "nie".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-394108016628053519?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/394108016628053519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/01/zwyciezca-jest-sam-paulo-coelho.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/394108016628053519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/394108016628053519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/01/zwyciezca-jest-sam-paulo-coelho.html' title='&quot;Zwycięzca jest sam&quot; Paulo Coelho'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SdLHIS57I/AAAAAAAAACw/hG_x65Zh9PE/s72-c/Coelho_Zwyciezca.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6163459037468017748</id><published>2010-01-04T21:33:00.000+01:00</published><updated>2010-01-30T22:00:34.643+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Czułość i obojętność" Roma Ligocka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2Sd3EUV1lI/AAAAAAAAAC4/uUZzdSQWsas/s1600-h/Ligocka_Czu%C5%82o%C5%9B%C4%87+i+oboj%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 238px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2Sd3EUV1lI/AAAAAAAAAC4/uUZzdSQWsas/s320/Ligocka_Czu%C5%82o%C5%9B%C4%87+i+oboj%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432640619893085778" /&gt;&lt;/a&gt;Ta cienka książka powinna być oklejona ostrzeżeniami: uwaga szkło - prosimy nie podrzucać, nie ściskać, nie tupać i nie podnosić zbytnio głosu. Kruchy lód i szkło, autor może rozpaść się na drobne cząsteczki. Dlatego Drogi Czytelniku bądź szczególnie wyrozumiały i otwarty.&lt;br /&gt;Wrażliwość pisarki i mam nadzieję, że nieudawana szczerość są dla mnie chwilami nie do zniesienia. Powodują prawie fizyczny ból. Skąd bierze się takie wyczulenie na siebie i innych, choroba empatii, jak nazwała ją autorka? Często rodzi się z wielkiego cierpienia, bolesnych przeżyć i dramatów. Te mogą być początkiem takiej właśnie wrażliwości, albo zamieniają człowieka w pozbawioną możliwości odczuwania czegokolwiek, odczłowieczoną formę białka. Nie wiem od czego zależy wybór kierunku...&lt;br /&gt;Błahe pytania, niektóre rodem z dziewczyńskich pamiętników, stają się pretekstem do odkrywania tego, co zwykle jest głęboko w nas ukryte, o czym z braku czasu i w pośpiechu raczej nie myślimy. Prowokują do odpowiadania na nie otwarcie, do badania samego siebie. Jednak mimo wielokrotnego powtarzania przez pisarkę słów: ja, mój, moja, moje, nie mamy wrażenia przerostu ego, nad treścią jej książki. Jest wręcz odwrotnie. Szczerość i otwartość wobec samej siebie i czytelnika są, według mnie, niezwykle odważne. W tym momencie odzywa się we mnie mały diabełek i syczy: a jeśli to tylko element takiej gry, zabawy w pisarza i czytelnika? Drobna i subtelna manipulacja? Nie chcę w to wierzyć. A jeśli nawet, to świadomie daję sobą pomanipulować i poddaję się tej książce. Sama stawiam sobie pytania: Kiedy kłamię, jak chciałabym umrzeć,jaki jest mój obecny stan ducha, czego nie cierpię ponad wszystko itd. Nawet jeśli jest to jakaś gra, to zagram w nią, bo i tak nie stracę. Mogę jedynie zyskać... Do zestawu pytań dodam swoje. Np. czym według Pani jest życie? Jak odpowiedzieć na takie pytanie czterolatkowi?&lt;br /&gt;Po przeczytaniu tej książki mogę napisać, że nie ma głupich pytań. Wszystko zależy od odpowiedzi... &lt;br /&gt;Nie podoba mi się tylko jeden drobiazg. Po co doklejać na siłę kilka felietonów wydrukowanych wcześniej w "Pani"? Powoduje to efekt zgrzytu ostrza na... kruchym szkle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6163459037468017748?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6163459037468017748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/01/czuosc-i-obojetnosc-roma-ligocka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6163459037468017748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6163459037468017748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2010/01/czuosc-i-obojetnosc-roma-ligocka.html' title='&quot;Czułość i obojętność&quot; Roma Ligocka'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2Sd3EUV1lI/AAAAAAAAAC4/uUZzdSQWsas/s72-c/Ligocka_Czu%C5%82o%C5%9B%C4%87+i+oboj%C4%99tno%C5%9B%C4%87.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2946486324117431427</id><published>2009-12-27T11:12:00.000+01:00</published><updated>2010-01-30T22:05:48.678+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cierpienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Droga do piekła" Majgull Axelsson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SeuS7c96I/AAAAAAAAADA/KOBL1ZeR9E8/s1600-h/Majgull-Axelsson_Droga-do-piekla.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 235px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SeuS7c96I/AAAAAAAAADA/KOBL1ZeR9E8/s320/Majgull-Axelsson_Droga-do-piekla.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432641568708032418" /&gt;&lt;/a&gt;Przyjemnie jest pisać po długim okresie, nazwijmy to, abstynencji. Miło jest mieć czas na myślenie i uporządkowanie chaosu w głowie na odpowiednie półeczki. Za to najbardziej lubię święta... Nie za lukrowane choinki, wysiloną rodzinną atmosferę i nieudolne próby posklejania na chwilę czegoś, co już nigdy się nie sklei. Mam wreszcie czas na rzeczy, które chcę, a nie muszę robić... Słodkie nieróbstwo też bywa od czasu do czasu miłe i stymulujące. &lt;br /&gt;Niestety książka, o której chcę dziś napisać, nie pasuje w ogóle do tego beztroskiego klimatu. Jej tytuł jest bardzo adekwatny do treści. Ta powieść jest jak porwana na drobne strzępki mapa, którą w miarę czytania składamy kawałek po kawałku w całość. Mapa, która prowadzi niestety nie do skarbu, ale do tytułowego piekła. W zasadzie do dwóch piekieł. Pierwsze to otaczająca główną bohaterkę rzeczywistość, szaleństwo zewnętrznego świata, samotność, na którą jest skazana. Drugie to koszmary pożerające jej duszę. &lt;br /&gt;Cecylia (co za imię!) wraca do Szwecji, aby opiekować się ciężko chorą, umierającą matką. Nie robi tego ze szlachetnych pobudek, ale z poczucia obowiązku i "przyzwoitości". Zamknięta w rodzinnym "Bananowym domu" wchodzi w siebie, próbuje zrobić rachunek sumienia. Wraca zarówno do swojego dzieciństwa, jak i do całkiem niedalekiej przeszłości - pobytu na Filipinach. I budzi wszystkie swoje demony - ciemne, pozbawione miłości dzieciństwo; samotne dorastanie; pozbawione sensu małżeństwo, wreszcie koszmar przeżyty podczas wybuchu wulkanu Pinatubo. Wspomina, chaotycznie, daje się pochłonąć widmom i zjawom. Zło, którego doświadczyła i które sama wyrządziła, wsysa ją i nie zostawia jej nic - nawet małej cząstki dobroci. Jest wszechogarniające, jak kosmiczna czarna dziura. Cecylia może powiedzieć - piekło jest tu,przy mnie, ze mną, we mnie. I jeszcze "nie ma odkupienia, nie ma przebaczenia, nie ma nas, nie ma"... Dobro, miłość, wiara, nadzieja są w tej książce śmiesznie brzmiącymi słowami. Okazuje się, że jesteśmy zdolni do najgorszych zbrodni i występków, bezpiecznie trwamy w naszych ustalonych bytach i nawet nie podejrzewamy, jakie potworności nosimy w sobie. Wystarczy drobna iskra, żeby zapoczątkować reakcję łańcuchową. Czynimy zło i dajemy się mu porwać, bo tak jest łatwo i wygodnie. Szybko się do niego przyzwyczajamy i nie próbujemy się mu przeciwstawić.&lt;br /&gt;Nie mogę znaleźć w tej powieści niczego optymistycznego. Może poza krótkimi chwilami spełnienia, które Cecylia przeżywa podczas seksu z Butterfieldem oraz radości z powodu urodzenia córki. "Droga do piekła" kojarzy mi się z cyklem obrazów Goi "Demony wojny"  - są tak samo nasycone złem i pozbawione odrobiny światła.&lt;br /&gt;Dlatego, jeśli jest ci ciężko, nie czytaj tej książki. Poczekaj na lepszy czas w swoim życiu. Może wtedy starczy ci odwagi, żeby pomyśleć, że tyle samo w nas dobra, ile zła...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2946486324117431427?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2946486324117431427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/12/droga-do-pieka-majgull-axelsson.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2946486324117431427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2946486324117431427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/12/droga-do-pieka-majgull-axelsson.html' title='&quot;Droga do piekła&quot; Majgull Axelsson'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S2SeuS7c96I/AAAAAAAAADA/KOBL1ZeR9E8/s72-c/Majgull-Axelsson_Droga-do-piekla.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-727775551656446132</id><published>2009-11-17T18:34:00.000+01:00</published><updated>2009-11-25T18:33:21.125+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Myśli kilka</title><content type='html'>Ktoś bardzo bliski powiedział mi ostatnio, że literatura jest rodzajem manipulacji. Narzuca nam określony punkt widzenia, zmienia "kąt" patrzenia na świat, wpływa na sposób myślenia. Czytam często i z dużą przyjemnością. Czy w związku z tym jestem, nazwijmy to, zmanipulowana?&lt;br /&gt;Jesteśmy, w większości, plastycznymi (co nie znaczy miękkimi) istotami. Wpływa na nas wiele czynników z zewnątrz - inni ludzie, rozmowy z nimi, wychowanie... Można wyliczać bez końca. To wszystko nas kształtuje, skleja osobowość w indywidualną formę. Nie rodzimy się, moim zdaniem, z określoną matrycą charakteru. Czy w związku z tym nasze życie nie jest jedną wielką manipulacją? &lt;br /&gt;Podstawą manipulacji jest nieuczciwość, egoizm, chęć osiągnięcia określonych celów; zakłada ona również nieświadomość osoby, która jest jej poddawana. Zasada jest więc  prosta: im bardziej jesteś świadomy, tym mniej jesteś podatny. Uczę się więc siebie, "uczę się bardzo powoli; od tego uczenia trudnego raduje się serce i boli".&lt;br /&gt;Dlatego piszę, aby uporządkować siebie i swoje myśli. Dlatego czytam, ponieważ dowiadując się więcej o innych, wiem więcej o sobie. Dlatego nie potrafię czytać równocześnie kilku książek, a każdą przeczytaną "noszę" w sobie przez kilka dni. W czytaniu jestem monogamistką - żadnych skoków w bok, romansów za plecami i zdrad. Jeśli coś mnie zachwyci, wracam do tego, rozmyślam, przegryzam, przymierzam do mojego życia i dzięki temu bardzo często zyskuję dystans... Nie chcę jednak pisać hurtowo,  zapełniać mojego bloga na siłę. Okulary Ewy nie są spisem obowiązkowych i topowych lektur. To raczej indywidualna próba znalezienia swojego miejsca w pędzącym chaosie świata poprzez czytanie książek...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-727775551656446132?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/727775551656446132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/11/mysli-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/727775551656446132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/727775551656446132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/11/mysli-kilka.html' title='Myśli kilka'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-9016765929597829756</id><published>2009-11-09T11:14:00.002+01:00</published><updated>2010-09-12T19:31:44.916+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Kobieta w wynajętych pokojach" Katarzyna T. Nowak</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/Sv6asC2YfTI/AAAAAAAAACo/sYj7nTAczM0/s1600-h/ktnowakm.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0 5px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 237px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/Sv6asC2YfTI/AAAAAAAAACo/sYj7nTAczM0/s320/ktnowakm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403926684361063730" /&gt;&lt;/a&gt; Zupełnie nie rozumiem, czemu w recenzjach tej książki pojawia się tak często sformułowanie "Szalona opowieść". Ani opowieść, ani jej bohaterka nie są szalone. Kobieta, która niedawno przekroczyła czterdziestkę rozpaczliwie próbuje uczepić się czegoś w swoim życiu. Po śmierci matki spostrzega nagle, że czterdzieści lat przesypało się przez jej ręce jak piasek, a ona sama stoi na brzegu olbrzymiego oceanu i dziwi się, jak mała dziewczynka, że woda po raz kolejny zniszczyła jej budowlę i że zamki z piasku są tak nietrwałe.&lt;br /&gt;Jest takim właśnie małym zagubionym dzieckiem, które nie wie czego chce. Jest nawiedzane przez ciągłe lęki, a jej największa obawa to lęk przed życiem. Nie chce utartych schematów - małżeństwa, dzieci, stałej pracy. Nie podoba się jej stałe przywiązanie do ludzi, przedmiotów i miejsc. Nie chce zostać wciągnięta w trybiki codzienności. Dobija ją szarość i zwyczajność. Tylko co wybiera w zamian za to? Ciągłe miotanie się, szukanie, nie wiadomo czego, rozedrganie, nieprzespane noce, niezborność myśli i kolejne nieudane związki. Poczucie pustki wytrawiające ją od wewnątrz. &lt;br /&gt;Mała dziewczynka wie, czego nie chce. Nie potrafi tylko odpowiedzieć sobie na pytanie: Czego pragnę? Dokąd zmierzam? Jak wyobrażam sobie swoje życie?&lt;br /&gt;To nie jest opowieść o byciu singlem z wyboru. Kobieta nie chce być sama, dlatego wikła się w skomplikowane układy, a jedynym możliwym rozwiązaniem wydaje się być ucieczka, zgodnie z zasadą: zabieram zabawki i idę do innej piaskownicy...&lt;br /&gt;W kobiecie z "Wynajętych pokoi" dostrzegłam jakąś cząstkę siebie. Dokładnie wiem, czego w moim życiu nie chcę. Gorzej z wiedzą na temat moich pragnień i marzeń. Też nie cierpię zżerającej codzienności i próbuję od niej uciec. Nie ma już jednak we mnie tego roztrzepotania, staram się dowiedzieć, czego szukam i okrzepnąć.&lt;br /&gt;Polecam wszystkim, którzy lubią prawdziwe opowieści o tak zwanym życiu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-9016765929597829756?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/9016765929597829756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/11/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/9016765929597829756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/9016765929597829756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/11/blog-post.html' title='&quot;Kobieta w wynajętych pokojach&quot; Katarzyna T. Nowak'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/Sv6asC2YfTI/AAAAAAAAACo/sYj7nTAczM0/s72-c/ktnowakm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-7938163491670196871</id><published>2009-10-14T19:52:00.000+02:00</published><updated>2009-11-06T18:38:32.087+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Polka" Manuela Gretkowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvRe9QNK-NI/AAAAAAAAACg/Lkm8Fi6QIVo/s1600-h/gretkowska_polka.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float:left; cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 232px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvRe9QNK-NI/AAAAAAAAACg/Lkm8Fi6QIVo/s320/gretkowska_polka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401046259539310802" /&gt;&lt;/a&gt; Trochę nie mam odwagi "wystartować" z jakimś tekstem na temat tej książki, która miała być z założenia dziennikiem ciąży, ale stała się zbiorem ironicznych refleksji na temat rzeczywistości w ogóle. Czytając autobiografie, dzienniki czy pamiętniki zawsze zadaję sobie pytanie: Na ile autor stosuje samokreację? Jaki kawałek siebie nam pokazuje? A ile w tym jego pisaniu jest zmyślenia i bawienia się z czytelnikiem? Pisarz trochę kupczy sobą, staje się straganiarzem, który wykłada przed nami tylko niektóre towary, resztę trzyma gdzieś na zapleczu... Dlatego nigdy nie traktuję tych książek jako prawdy ostatecznej o autorze. Dystansuję się i nie wyciągam wniosków pt. "Ona jest normalna" ani też "Ale pokręcona wariatka".&lt;br /&gt;Najbardziej w "Polce" podoba mi się sposób przedstawiania codzienności. Zwykły, szary banał po przefiltrowaniu go przez odpowiednie słowa przestaje być nudny. Momentami mamy nawet wrażenie, że doświadczamy jakiejś magii. Bohaterka jest jakby otoczona niewidzialną "bańką", przeźroczystą kapsułą, która chroni ją przed sączącymi się z zewnątrz trującymi wyziewami świata. Może to trochę słowa, trochę jej charakter no i... ciążowe hormony. Ujęło mnie opisywanie przez autorkę zmian zachodzących w jej ciele podczas dziewięciu miesięcy - są pozbawione jakiejkolwiek pruderii i bezpośrednie, aż do bólu, momentami zabarwione dziecięco naiwnym zdziwieniem. A może zadziwieniem, że oto dzieje się cud? W całej książce czuć też pokorę przed tym cudem - małym i jednocześnie wielkim, którego nie jesteśmy w stanie objąć naszymi małymi rozumkami.&lt;br /&gt;Podoba mi się krytyczne podejście narratorki - bohaterki do otaczających ją ludzi. Niektórzy zarzucali Gretkowskiej, że gloryfikuje i uszlachetnia siebie i swoich bliskich. Porządkuje świat zgodnie z zasadą: Ja dobra, zła jest cała reszta. Nie do końca się z tym zgadzam - napisałabym raczej: Ja bardziej świadoma i myśląca, reszta rzadko używająca swoich mózgowych zwojów. Czy jest to pycha? Dla niektórych na pewno.&lt;br /&gt;Czytając tę książkę po raz kolejny, czułam się, jakbym słuchała monologującej autorki. Ona cały czas puszcza do mnie "oko" i mówi: Nie traktuj dosłownie tego, co napisałam. Pamiętaj, że pokażę ci tylko to, co zechcę.&lt;br /&gt;Warto przeczytać tę książkę, nie tylko ze względu na przedstawiony w niej wachlarz odczuć kobiety w ciąży. Kłująca ironia Gretkowskiej pomaga nabrać większego dystansu do siebie samego i świata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-7938163491670196871?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/7938163491670196871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/10/polka-manuela-gretkowska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7938163491670196871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/7938163491670196871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/10/polka-manuela-gretkowska.html' title='&quot;Polka&quot; Manuela Gretkowska'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvRe9QNK-NI/AAAAAAAAACg/Lkm8Fi6QIVo/s72-c/gretkowska_polka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6112115811085202171</id><published>2009-10-11T18:57:00.000+02:00</published><updated>2009-11-06T18:35:02.174+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Walk the Line</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvReKOWcJFI/AAAAAAAAACY/hEE_zhe6Pc4/s1600-h/walk_the_line.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float:left; cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 206px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvReKOWcJFI/AAAAAAAAACY/hEE_zhe6Pc4/s320/walk_the_line.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401045382867985490" /&gt;&lt;/a&gt; Brak wiedzy na jakiś temat nie jest zapewne powodem do zmartwienia, ani wstydu. Zawsze można się wytłumaczyć, że to przecież nie moja działka, nie muszę znać się na wszystkim. Wystarczy, że jestem dobra w jakimś wycinku obejmującym mały fragment rzeczywistości. Wstydzę się jednak swojej ignorancji, ponieważ niektórzy uważają mnie za osobę "z intelektem ostrym jak brzytwa". Jednak ten "wyostrzony intelekt" dowiedział się o Johnnym Cashu jakieś trzy miesiące temu, mimo przebywania na tym świecie od trzydziestu paru lat. Jestem skruszona i biję się w piersi. Taka mała lekcja skromności...&lt;br /&gt;Ale wracając do tego pierwszego razu... Tak, można to nazwać lekkim trzęsieniem ziemi. Spowodowanym piosenką Casha "Hurt". Nie wiedziałam, kim jest wykonawca, nie do końca rozumiałam słowa. Tylko, że... tego nie trzeba rozumieć. Wystarczy słuchać, zrozumienie przychodzi samo. Starczy, zdarty głos - ktoś zmęczony życiem szuka od niego ucieczki. Jednocześnie jest świadomy, że nigdzie nie ma drzwi z napisem "Wyjście". Istnieje tylko bramka z napisem "Śmierć". Szczerość tej muzyki rozjeżdża człowieka jak wielka ciężarówka i wywołuje emocje, nad którymi trudno zapanować. Ci, którzy przechodzą obok niej obojętnie, musieli w poprzednim wcieleniu egzystować na poziomie pantofelka lub eugleny.&lt;br /&gt;Podobnie podziałał na mnie film "Walk the Line". Można obrazowo napisać, że tym razem nie była to ciężarówka, tylko czołg.&lt;br /&gt;Kolejny biograficzny film, o kolejnym sławnym i bogatym tego świata. Nudny i zbyt długi. Pewnie tak podsumują ten film pantofelki i eugleny, jeśli jakimś cudem go obejrzą.&lt;br /&gt;Dla mnie jest to przede wszystkim historia o tym, że wszyscy możemy stać się kimś. Pasje, które mamy mogą stać się życiowym celem. Mogą nas zbawić, ale też doprowadzić do całkowitego zatracenia. Granica między jednym, a drugim jest bardzo cienka, szukanie równowagi przypomina balansowanie na linie umieszczonej wysoko nad ziemią. Johnny Cash potknął się na niej, stracił równowagę i prawie spadł w przepaść narkotyków i sławy. Tylko, że w ostatniej chwili ktoś podał mu rękę i pomógł stanąć na nogi. June, bo tak nazywała się ta kobieta, stała się jego drugą połową, asekuracyjną liną trzymającą go przy życiu. Trąci banałem? Niestety, nasz świat wyświechtał i przenicował wszystkie wartości - miłość, poświęcenie, pasję. Jednak po obejrzeniu tego filmu można poczuć, że nadają one sens naszej egzystencji. Dzięki nim nie jesteśmy jedynie drobnym i przypadkowym kosmicznym odpryskiem.&lt;br /&gt;"Walk the Line" to film o muzyce i uczuciach, które ratują nas przed śmiertelnym upadkiem. Polecam go szczególnie tym, którzy kryją swe emocje pod pancerzykiem ironii, krytykanctwa i zblazowania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6112115811085202171?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6112115811085202171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/10/walk-line.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6112115811085202171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6112115811085202171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/10/walk-line.html' title='Walk the Line'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SvReKOWcJFI/AAAAAAAAACY/hEE_zhe6Pc4/s72-c/walk_the_line.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-4356056570418023660</id><published>2009-09-23T13:00:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:09:31.944+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Pokój numer 19" Doris Lessing</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscL7h3EH-I/AAAAAAAAACA/M4M2cK-MPBQ/s1600-h/lessing_pokoj19.jpeg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float:left; cursor:pointer; cursor:hand; width: 148px; height:235px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscL7h3EH-I/AAAAAAAAACA/M4M2cK-MPBQ/s320/lessing_pokoj19.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388288596501602274" /&gt;&lt;/a&gt; Coraz bardziej zaczynam lubić książki tej starszej pani. Dzisiejszy tytuł pochodzi ze zbioru opowiadań pt. "Mężczyzna i dwie kobiety". W recenzji na okładce książki napomknięto, iż jest to "wczesny tom opowiadań pisarki". Po jego przeczytaniu ma się wrażenie, ze są to bardzo wczesne opowiadania. Nie najlepsze, niespecjalnie ciekawe, pełne powtórzeń i podobnych damsko - męskich problemów. Dobrnęłam jednak do końca książki i tam natrafiłam na opowiadanie, które naprawdę mnie poruszyło. Czytając tę historię czułam jakby ktoś cały czas specjalnie dotykał bolesnego miejsca, które już się zagoiło, ale pozostała po nim blizna...&lt;br /&gt;Susan i Matthew Rawlings stanowili pozornie szczęśliwe małżeństwo. Sami tak o sobie myśleli i taką opinię narzucali swoim znajomym i przyjaciołom. Ich życiem rządziły rozsadek i roztropność. Nie ulegali zbędnym emocjom, nie unosili się gniewem, ani rozpaczą, nie wykrzykiwali sobie w twarz oskarżeń, nie wyładowywali na sobie zbędnych emocji. Ich życie było jak sprawny, punktualny zegarek, który zawsze wskazuje dokładny czas... Idealne stadło małżeńskie. A jednak czegoś w tym wszystkim zabrakło. Jak napisała autorka "nie dało się uniknąć pewnej monotonii" oraz " życie ich było jak wąż zjadający swój ogon". Szarość codzienności, powtarzalność, przyporządkowanie do końca życia - oto jestem matką, panią domu i... Nic poza tym? Gdzie w tych rolach jestem ja? Czy w ogóle jeszcze jestem? Czy rozpłynęłam się w codziennej bieganinie i stałam się listą obowiązków i powinności? Myślę, że takie pytania zadawała sobie Susan. Od początku zgadzała się na wszystko, co zaproponował jej mąż. Zrezygnowała z pracy, zajęła się domem i wychowywaniem dzieci. Każdą decyzję i postępek swojego męża potrafiła sobie logicznie wytłumaczyć, zrozumieć, a nawet usprawiedliwić. Tylko jak długo tak można? Nie jesteśmy w stanie żyć normalnie nie okazując emocji, tych dobrych i tych złych. Susan "pękła", jak przekłuty balon.  Uszło z niej całe powietrze, a z nim chęć do życia. Chciała uciec od swego wspaniałego męża, udanych dzieci i pięknego domu. Szukała odrobiny spokoju, chciała zerwać niewidzialną smycz. Udało jej się czy nie? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-4356056570418023660?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/4356056570418023660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/09/pokoj-numer-19-doris-lessing.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4356056570418023660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4356056570418023660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/09/pokoj-numer-19-doris-lessing.html' title='&quot;Pokój numer 19&quot; Doris Lessing'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscL7h3EH-I/AAAAAAAAACA/M4M2cK-MPBQ/s72-c/lessing_pokoj19.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6571915970061092783</id><published>2009-09-13T21:12:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:10:55.919+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><title type='text'>Droga do szczęścia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscP_sHMgzI/AAAAAAAAACI/7N9nCEd8lj4/s1600-h/droga_do_szczescia.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; float:left; margin: 5px 10px 0pt 5px; cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscP_sHMgzI/AAAAAAAAACI/7N9nCEd8lj4/s320/droga_do_szczescia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388293066019603250" /&gt;&lt;/a&gt; Codzienność może być piękna, tak twierdzą niektórzy. Podobno w powtarzanym wciąż na nowo cyklu czynności można znaleźć zadowolenie, a nawet więcej - sens życia. Można ćwiczyć "uważność", czyli skupiać się na prasowaniu, gotowaniu, myciu podłogi; być tylko tu i teraz i nie pozwalać swoim myślom na swobodne szybowanie nie wiadomo dokąd. Podobno... Cierpliwie ćwiczę się w owej "uważności", niestety ostatnio z miernym skutkiem. Nie umiem poradzić sobie z poczuciem, że rosną dookoła mnie ściany, których nie jestem w stanie przeskoczyć; ściany bez okien i drzwi. Za wszelką cenę próbuję znaleźć jakiś cudowny sposób na wydostanie się z tej pułapki, ale "wielki architekt świata" pilnuje, żeby mi się nie udało. Patrzy z góry i ironicznie się uśmiecha widząc nieporadne ruchy robaczka. Codzienność buduje dookoła mnie mur, przewraca mnie na grzbiet i każe nieporadnie machać łapkami... &lt;br /&gt;Czuję się tak, jak bohaterka filmu o przewrotnym tytule "Droga do szczęścia". Złapana w potrzask codzienności, otoczona ludźmi, którzy gdaczą i popiskują, zagłuszają siebie i innych.&lt;br /&gt;Oglądając ten film można ulec pozorom i uwierzyć, że jest to przede wszystkim kolejna historia nieszczęśliwej miłości. On i ona poznają się i zakochują od pierwszego wejrzenia. Mają poczucie, że są wyjątkowi, inni niż reszta świata. Szybko pobierają się, dorabiają się domu i dzieci. I... dają się pożreć codzienności. Kawałeczek po kawałeczku, kęsek za kęskiem oddają jej siebie i swoje marzenia. On potrafi się z tym pogodzić, jest nawet zadowolony. Ona szamoce się i stawia opór, próbuje przed nią uciec. Dlatego proponuje wyjazd na stałe do Paryża. Naiwnie sądzi, że zmiana miejsca i rodzinnego układu może stać się ich drogą do szczęścia. Niestety "żyli długo i szczęśliwie" nie następuje. Ona po raz kolejny zachodzi w ciążę, on dostaje nową lepiej płatną pracę. Marzenia o wyrwaniu się z potrzasku, bunt przeciwko rzeczywistości kończą się tragicznie...&lt;br /&gt;Szczęście to podobno stan umysłu, niezależny od zewnętrznych czynników. Tylko, kto może odpowiedzieć mi na pytanie: Jak osiągnąć ten stan? Jak uniezależnić się od skrzeczącej głośno rzeczywistości? Czy jest to w ogóle możliwe?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6571915970061092783?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6571915970061092783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/09/droga-do-szczescia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6571915970061092783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6571915970061092783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/09/droga-do-szczescia.html' title='Droga do szczęścia'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SscP_sHMgzI/AAAAAAAAACI/7N9nCEd8lj4/s72-c/droga_do_szczescia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6766245588716243547</id><published>2009-08-27T18:27:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:16:22.957+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cierpienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SsdhlXiKStI/AAAAAAAAACQ/XAjG6IWMC2I/s1600-h/kwietniowa_czarownica.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float:left; cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 238px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SsdhlXiKStI/AAAAAAAAACQ/XAjG6IWMC2I/s320/kwietniowa_czarownica.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388382773772438226" /&gt;&lt;/a&gt; Z czym kojarzy się wam Szwecja? Mnie przede wszystkim z książkami Astrid Lindgren, opisującymi beztroskie i sielankowe dzieciństwo spędzane w "pięknych okolicznościach przyrody", pod opieką wyrozumiałych i kochających rodziców. Może jeszcze z całkowicie odsłoniętymi przed światem oknami domów... Bardzo stereotypowe wyobrażenia. Nigdy nie byłam w tym kraju, nie znam żadnego przyjaznego Szweda, ani blondwłosej Szwedki. Jednak mimo wszystko, moje skojarzenia można było określić jako pozytywne i... trochę stereotypowe. Po przeczytaniu powieści Axelsson po raz kolejny doszłam do wniosku, że stereotypy zawężają nasze spojrzenie na świat... Szwecja, która wyłania się z tej książki to zimny kraj, ale nie ze względu na warunki klimatyczne, tylko z powodu ludzi, którzy tu mieszkają. Każdy zajęty sobą, zamknięty w kręgu własnych spraw i problemów...&lt;br /&gt;Ta gruba powieść przypomina trochę patchwork - zszytą ze skrawków i kawałków wspomnień narzutę. Niestety nie są to dobre wspomnienia, dlatego narzuta ma ciemne, prawie przygniatające kolory, miejscami jest czarna, strzępi się i ma dziury. Pod tą kołderką nie można się ani schować, ani ogrzać. Swoją przeszłość porządkuje główna bohaterka i narratorka książki Desiree. Mimo, że była upragnionym i wyczekiwanym dzieckiem została odrzucona przez swoją matkę, ponieważ urodziła się niepełnosprawna fizycznie. Jej dzieciństwo i dorosłe życie to ciągła wędrówka po szpitalach, operacje, które mają rzekomo poprawić jej stan oraz eksperymenty, które przeprowadzają na niej niedouczeni lekarze. Odrzucenie i cierpienie towarzyszą jej przez cały czas. W niepełnosprawnym "kadłubie" kryje się jednak tak wiele, że Desiree mogłaby swoją duszą obdzielić kilka osób. Jest o niebo wrażliwsza i mądrzejsza, niż otaczający ją ludzie. Posiada niezwykłą moc - potrafi wcielać się w zwierzęta i ludzi, przejmować kontrolę nad ich ciałami i kierować nimi zgodnie ze swoją wolą. Dzięki tym niezwykłym umiejętnościom może odnaleźć swoje trzy przybrane siostry, zmusić je do konfrontacji z przeszłością i równocześnie sama odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego?&lt;br /&gt;Powieść ta może przekonać, przynajmniej niektórych, że cierpienie może stać się początkiem czegoś dobrego, skończyć się pogodzeniem ze sobą i ze światem. Nie każdy ból musi nieść pragnienie zemsty i odwetu. Jest jeszcze jedna ważna myśl, którą znalazłam w "Kwietniowej czarownicy" - nikt nie dał nam prawa oceniania innych i wyborów, których dokonują. Zanim osądzisz i zaszufladkujesz, zadaj sobie pytanie: A co ja bym zrobiła?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6766245588716243547?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6766245588716243547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/majgull-axelsson-kwietniowa-czarownica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6766245588716243547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6766245588716243547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/majgull-axelsson-kwietniowa-czarownica.html' title='&quot;Kwietniowa czarownica&quot; Majgull Axelsson'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SsdhlXiKStI/AAAAAAAAACQ/XAjG6IWMC2I/s72-c/kwietniowa_czarownica.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2164105768625099961</id><published>2009-08-17T11:09:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:11:50.338+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł'/><title type='text'>8 sposobów na mężczyznę</title><content type='html'>Dzisiejszy tytuł jest trochę przewrotny. Z rozmysłem odrobinę zmieniłam tytuł jednego z artykułów, opublikowanego w pewnym poczytnym miesięczniku dla kobiet.  Po tym tekście obudziły się we mnie mordercze instynkty, miałam ochotę wrzeszczeć (choć autorka radzi nie stosować tej metody) i porządnie komuś dokopać (chyba samej autorce). Obraz mężczyzny, w tym artykule jest gorzej niż przygnębiający. Leń i grubas, wylegujący się na miękkiej kanapie, brudas i abnegat, który zrobi wszystko, żeby obronić się przed sprzątaniem, właściciel dwóch lewych rąk, nieumiejący wbić gwoździa czy przygotować obiadu, oszust niedotrzymujący słowa, egoista, skupiony wyłącznie na sobie i zapominający o żonie i dzieciach. No i najważniejsze, kompletny imbecyl w sferze uczuciowej... U jego boku żyje sobie kobietka, taka mała spryciula, która nie do końca jest zadowolona ze swojego "ukochanego". Pewnego pięknego dnia postanawia zrobić coś ze swoim życiem, czyta mądry artykuł i pełna energii zaczyna zmieniać swojego mrukliwego niedźwiedzia w... no właśnie w co? Moje pierwsze skojarzenie to pies Pawłowa. Dobrze wytresowany pies. Spryciula stosuje proste i nieszkodliwe metody. Przez tydzień zajada usmażoną przez niego jajecznicę i cały czas oblizuje się ze smakiem. Tym sposobem odkrywa w swoim chłopcu profesjonalnego kucharza. Potem przestaje sprzątać. Następny krok to postraszenie misia perspektywą spędzenia weekendu z teściową oraz z sąsiadem, który ma przejąć część obowiązków domowych np. wbijanie gwoździ. W końcu kobietka wyłącza swoją komórkę. A co tam, niech się miś troszeczkę zdenerwuje i pomartwi... W towarzystwie męskim prosi o pomoc w skomplikowanych czynnościach domowych, do pracy ubiera krótszą spódnicę i robi mocniejszy makijaż itd... Eksperyment kończy się całkowitym sukcesem, spryciula stosuje przecież metody zalecane przez najwybitniejszych psychologów. Wszyscy są szczęśliwi - kobietka, jej dzieci i nowy pies...&lt;br /&gt;No dobrze, a teraz daruję sobie na chwilę zjadliwą ironię i napiszę bez złośliwości. Czemu zamiast stosować sztuczki i fortele, po prostu nie porozmawiać z partnerem? Dlaczego nie powiedzieć mu otwarcie, czego od niego oczekuję? Dlaczego nie można po prostu podzielić się obowiązkami? I najważniejsze - dlaczego mam założyć, że mój mężczyzna to idiota, który nie rozumie moich słów, albo wręcz nie słucha? Zazdrość, złośliwość, odnoszenie do innych, podlizywanie się i brak lojalności - na tym opiera się "osiem sposobów, by on robił, co chcesz".&lt;br /&gt;Cały współczesny świat opiera się na manipulacji, tu przyznaję rację pani redaktor. Przestaliśmy cenić podstawowe wartości, budujemy nasze kontakty z ludźmi na kłamstwie i sztuczkach, traktujemy swoich najbliższych jak wielofunkcyjne automaty: A teraz nacisnę ten "guziczek" i on zrobi tak jak chcę.&lt;br /&gt;Tylko dokąd nas to zaprowadzi?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2164105768625099961?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2164105768625099961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/8-sposobow-na-mezczyzne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2164105768625099961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2164105768625099961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/8-sposobow-na-mezczyzne.html' title='8 sposobów na mężczyznę'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2192736127947396122</id><published>2009-08-10T10:38:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:12:47.698+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Małe ptaszki" Anais Nin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/So0pGVCDZSI/AAAAAAAAABs/h7cdqlnmzso/s1600-h/Male_ptaszki.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 148px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/So0pGVCDZSI/AAAAAAAAABs/h7cdqlnmzso/s320/Male_ptaszki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371995119224579362" /&gt;&lt;/a&gt; Wakacyjna znośna lekkość bytu trwa, ale już czuję w powietrzu lekko gorzki zapach jesieni, który przypomina, że wszystko się kończy. Nie chcę poddać się temu nastrojowi i poczuciu, że oto minęło kolejne lato... Dlatego po raz nasty sięgnęłam po zbiór opowiadań erotycznych "Małe ptaszki". W tej książce nie ma pór roku, czuć za to wszystkie zapachy świata - cynamon, szczyptę szafranu, odrobinę słonego wiatru znad Atlantyku, ale najbardziej czuć w niej zapach dwóch ciał, które jeszcze przed sekundą "mocowały" się ze sobą.&lt;br /&gt;To nie jest książka dla grzecznych dziewczynek. Sądzę, że byłoby to dla nich zbyt mocne przeżycie. Niegrzeczne też nie będą zadowolone, dla nich to zbyt mało ekstremalne doświadczenie. Te erotyczne miniatury są w sam raz dla kobiet, dziewczyn i mężczyzn, którzy nie boją się nowych doświadczeń, ale też nie szukają ich za wszelką cenę i na każdym kroku.&lt;br /&gt;Czytając tę książkę czułam się trochę, jak po wejściu do tajemniczego domu schadzek, który został podzielony na mnóstwo małych pokoików. W każdym z nich spełnia się jakaś inna seksualna fantazja - począwszy od miłości lesbijskiej, aż do seksu grupowego. Chodzimy od pokoiku do pokoiku, nikomu nie przeszkadza nasze podglądactwo, aż w końcu znajdujemy miejsce, które najbardziej nam odpowiada.&lt;br /&gt;Trudno uwierzyć, że opowiadania te powstały tyle lat temu. Kiedy uświadomimy sobie, że autorka czerpała z prawdziwego życia, że nie są to tylko jej fantazje, można być odrobinę, ujmijmy to, zaskoczonym. Seks jest tutaj jedną z wielu dziedzin życia, taką jak spanie, jedzenie, mycie zębów. Jest nieodłączną częścią nas. Jednak poprzez to nie staje się wcale nudny ani szary. Wręcz przeciwnie jest sferą , w której nie ma ograniczeń, w której można wciąż szukać, zmieniać seksualne konstelacje, upodobania, realizować swoje fantazje. Anais Nin nie przebiera w słowach, na kartkach aż roi się od krągłych pośladków, pełnych piersi, sterczących penisów. Jednak słowa te nie szokują, można nawet powiedzieć, że bez nich opowiadania nie miałyby swego klimatu.&lt;br /&gt;Polecam tę książkę wszystkim, którzy chcą przez chwilę poszybować gdzieś daleko. Do wanny i łóżka, a może przed...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2192736127947396122?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2192736127947396122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/mae-ptaszki-anais-nin.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2192736127947396122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2192736127947396122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/08/mae-ptaszki-anais-nin.html' title='&quot;Małe ptaszki&quot; Anais Nin'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/So0pGVCDZSI/AAAAAAAAABs/h7cdqlnmzso/s72-c/Male_ptaszki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2391427067851093975</id><published>2009-07-21T21:31:00.001+02:00</published><updated>2009-10-11T20:10:13.255+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Australia</title><content type='html'>&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYl_mIhohI/AAAAAAAAABU/qxzWxMKDq8Y/s1600-h/australia.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 148px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYl_mIhohI/AAAAAAAAABU/qxzWxMKDq8Y/s320/australia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361014180929446418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Zareklamowano&lt;/span&gt; mi ten film jako bardzo romantyczną historię miłosną. Melodramat przez duże M, oczywiście z happy endem. I cóż muszę powiedzieć, że miło się rozczarowałam... Ponieważ "Australia" to rzeczywiście historia pewnej miłości - wyniosłej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;arystokratki&lt;/span&gt;, która jest zmuszona do bardzo szybkiego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;zweryfikowania&lt;/span&gt; swoich poglądów na życie i świat oraz skrajnie od niej różnego poganiacza bydła. Ale dla mnie ta historia jest zbyt oczywista, ponieważ od pierwszego spotkania bohaterów wiadomo, że przypadli sobie do gustu, choć pozornie się nie znoszą. Wiadomo również, że prędzej czy później ogarnie ich "miłosny żar". I tyle - już na samym początku wiemy, jakie będzie zakończenie. Klasyczny schemat - nie lubimy się, ale w gruncie rzeczy szalejemy za sobą. Dobrze, że Sara, w odróżnieniu od innej romantycznej bohaterki nie puentuje odkrywczo: "Pomyślę o tym jutro..."&lt;br /&gt;Dla mnie ten film to przede wszystkim próba wyrażenia zachwytu nad pięknem kawałka naszej planety, którego nie zdołał zdeptać biały człowiek. Ten fragment Ziemi jest w filmie tak wspaniale dziki i pusty, poddaje się tylko biegowi pór roku, a jego rdzenni mieszkańcy wcale nie chcą go zmieniać, ani czynić sobie poddanym. To "biały barbarzyńca" wdziera się wszędzie, chce kontrolować wszystkich i wszystko, narzucać swoją władzę ludziom i przyrodzie. Kolonizować i zniewalać. I nie uznaje żadnych granic... Skąd w nas takie skłonności? Czemu musimy zawsze mieć wszystko pod kontrolą? Dlaczego tak boimy się tego, co inne?&lt;br /&gt;Po obejrzeniu "Australii" można również zadać sobie pytanie: Kto jest bardziej czarny? Czy strzegący swej ziemi Aborygeni czy  odziani w czarne sukienki &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;półmężczyźni&lt;/span&gt;, odbierający w imię Boże dzieci matkom? I kto ma ciemniejszą duszę - prymitywny tubylec czy oświecony ksiądz?&lt;br /&gt;Zupełnie inna sprawa to gra aktorska, poprawna, ale nie porywająca. Nicole Kidman stosuje w tym filmie wszystkie chwyty i sztuczki wypróbowane w "Moulin Rouge"i do tego wygląda jak chodząca reklama amerykańskiej chirurgii kosmetycznej. Ale będę &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;sprawiedliwa&lt;/span&gt; - dobrze pokazuje metamorfozę bohaterki ze sztywnej pańci w pewną siebie kobietę. Za to Hugh &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Jackman&lt;/span&gt;... Ale to już temat na inny wpis...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2391427067851093975?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2391427067851093975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/07/australia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2391427067851093975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2391427067851093975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/07/australia.html' title='Australia'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYl_mIhohI/AAAAAAAAABU/qxzWxMKDq8Y/s72-c/australia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-186422267563159627</id><published>2009-07-06T21:34:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:08:50.309+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Narcyz i Złotousty" Hermann Hesse</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlEdbGnkI/AAAAAAAAAA8/95-9AdPFCK8/s1600-h/narcyz_hesse.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 120px; height: 191px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlEdbGnkI/AAAAAAAAAA8/95-9AdPFCK8/s320/narcyz_hesse.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361013164979166786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Lato oddycha, a właściwie dyszy pełną piersią. Słońce leje się z nieba i spala moją chęć do jakiejkolwiek pracy. Ale zgodnie z obowiązującą w przyrodzie prawdą, że narząd nieużywany ulega stopniowej degradacji, postaram się zmusić moje szare komórki do pewnej aktywności. Odświeżam ostatnio znajomość lektur z czasów studenckich, stąd dzisiejszy tytuł. I znów z perspektywy moich -dziestu lat, rozumiem tę książkę inaczej, niż studentka trzeciego roku filologii germańskiej (którą byłam jakiś czas temu).&lt;br /&gt;"Narcyz i Złotousty" to prawie bajka zaczynająca się od słów "dawno, dawno temu, w dalekim kraju". Przewracając kolejne kartki do pewnego momentu miałam wrażenie, że czytam bogato ilustrowaną historię dla... no właśnie czy aby na pewno dla dzieci? Na pierwszy rzut oka jest to opowieść o przyjaźni dwóch ludzi i historia burzliwego życia jednego z nich - Złotoustego.  Ale pod tą wierzchnią warstwą kryje się tyle głębszych spraw i problemów, o których warto potem przez jakiś czas rozmyślać i zastanawiać się, na ile dotyczy to mnie samej...&lt;br /&gt;Dwaj tytułowi bohaterowie reprezentują dwie zupełnie różne postawy życiowe. Narcyz zdystansowany i chłodny, sensem swojego życia uczynił naukę i wiarę. W nich szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania. Świat, w którym żyje jest uporządkowany i logiczny, a rzeczy i ludzie znają swoje miejsce. Nie okazuje swoich uczuć, albo... doskonale je kontroluje. Złotousty to czysta zmysłowość, poznaje świat za pomocą węchu, smaku, dotyku, przez kolejne kobiety i  rzeźby. On nie analizuje i nie dedukuje, tylko odczuwa. Jego życie to poszukiwanie wrażeń i niezaspokojona tęsknota, której nie są w stanie uciszyć ani kochanki, ani tworzone dzieła. Wie, że osiadłe i ustabilizowane życie nie jest dla niego i jednocześnie tak bardzo go pragnie. Tęskni za matką, której nie mógł poznać. Ta matka, a właściwie pramatka jest w jego myślach cały czas, towarzyszy mu, uosabia wszystko za czym tak tęskni.&lt;br /&gt;Dwaj zupełnie różni ludzie... Kiedyś bardziej identyfikowałam się z postawą mnicha - ascety. To on był mi bliższy. Dziś lepiej rozumiem Złotoustego - jego żal, rozgoryczenie i niezaspokojone pragnienia. Czy to dlatego, że sama jestem starsza, a w związku z tym rozczarowana światem i zgorzkniała? Czy dlatego, że w życiu trafiałam często na ludzi wykorzystujących moją otwartość? A może dlatego, że w miarę upływających lat uczymy się ostrożności, wyrachowania i krytycyzmu?&lt;br /&gt;Warto przeczytać tę książkę, tylko po to, żeby zadać sobie takie pytania. Warto z jeszcze jednego powodu - język Hessego, zwłaszcza w dobrym tłumaczeniu, to małe dzieło sztuki - Meisterwerk. Czyta się tę książkę, jak iluminowane dzieło średniowiecznych mnichów, zdobne w kunsztowne "zakrętaski" i bijące w oczy żółcią i czerwienią.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-186422267563159627?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/186422267563159627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/07/narcyz-i-zotousty-hermann-hesse.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/186422267563159627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/186422267563159627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/07/narcyz-i-zotousty-hermann-hesse.html' title='&quot;Narcyz i Złotousty&quot; Hermann Hesse'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlEdbGnkI/AAAAAAAAAA8/95-9AdPFCK8/s72-c/narcyz_hesse.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-4404757955812195299</id><published>2009-06-17T17:56:00.000+02:00</published><updated>2009-07-07T19:43:03.646+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reklama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konsumpcja'/><title type='text'>Reklama dźwignią handlu</title><content type='html'>Prześladuje mnie ostatnio Pewna Bardzo Znana Położna. Kiedy słucham rano radia, ona miłym i pewnym swych racji głosem przekonuje mnie, że koniecznie muszę nabyć jedyny w swoim rodzaju żel do higieny intymnej. Zwraca się do mnie, bezpośrednio do mnie! I robi się tak miło i intymnie. No tak, ale wychodzę i sielanka się kończy... To nic, ponieważ w drodze do pracy mamy możliwość znów poczuć to jedyne w swoim rodzaju uczucie - tylko ona i ja... Wysiadam z mocno podbudowanym poczuciem własnej wartości, przecież jestem wyjątkową kobietą! Przynajmniej według PBZP. Ale kiedy wracam po pracy do domu, jestem zmęczona, poirytowana i znów słyszę PBZP, to szczerze mówiąc mam ochotę rzucić w nią tym cudownym żelem do higieny intymnej.&lt;br /&gt;"Codziennie spotykam wyjątkowe kobiety, takie jak ty". Ile w tym jednym krótkim zdaniu kłamstwa i obłudy, a wszystko po to, żebym usłyszała i zrozumiała magiczny zew: Kup mnie! A w podtekście: Daj nam zarobić. Nie stać mnie na PBZP, nie mogę sobie pozwolić na wizyty u niej, ani tym bardziej poród w jej asyście. Ale mogę mieć namiastkę tego luksusu, jeśli kupię ów wspaniały żel. Będę mogła poczuć się naprawdę wyjątkowo, prawie jak tzw. gwiazdy odwiedzające PBZP. Mogę, ale nie chcę. Nie skorzystam z tej jedynej i niepowtarzalnej szansy, nie pobiegnę do apteki, nie dotknę wielkiego świata (w dodatku przez warstewkę żelu). Nie obrosnę kolejnym przedmiotem. Zamiast kolejnych kosmetyków, ubrań i innych drobiazgów kupowanych na poprawienie humoru, wolę żywych ludzi. Zamiast zwiększać swój dystans do nich, wolę się do nich zbliżać. I starać się ich zrozumieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-4404757955812195299?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/4404757955812195299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/06/reklama-dzwignia-handlu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4404757955812195299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/4404757955812195299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/06/reklama-dzwignia-handlu.html' title='Reklama dźwignią handlu'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-6785784631796078613</id><published>2009-06-16T19:03:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:13:18.496+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Ono" Dorota Terakowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYk-L34FpI/AAAAAAAAAA0/e_sJlm4caDo/s1600-h/terakowska_ono.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 120px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYk-L34FpI/AAAAAAAAAA0/e_sJlm4caDo/s320/terakowska_ono.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361013057188796050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie lubię pisać, kiedy czuję, że byłoby to dla mnie wysiłkiem, ciężką pracą, siłowaniem się z każdym kolejnym słowem. Na szczęście tu mogę wybierać między chcę, a nie chcę. Nie "muszę"... Po długim czasie milczenia, słowa po prostu spływają, o ile można tak powiedzieć o pisaniu tekstu za pomocą klawiatury komputera. Chcę, żeby to, nazwijmy tworzenie, było lekkie i spontaniczne. Męczenie się nad każdym zdaniem, szukanie wyrazów bliskoznacznych, dobieranie epitetów - prawie, że bolesne wykluwanie się tekstu - to nie dla mnie. Chcę, żeby przekładanie myśli na słowa było po prostu zmysłową przyjemnością...&lt;br /&gt;Dziś chcę napisać o książce, która nie spodobała się chyba krytykom literackim. Problemy, które porusza, nie są szczególnie interesujące. Język nie jest nowatorski, koncepcja narratora i kompozycji również nie wnosi niczego nowego.&lt;br /&gt;No dobrze... Tylko dlaczego tak mnie wzrusza? Chwyta za gardło i za każdym razem sprawia, że zaczynam patrzeć na świat inaczej, lepiej? Myślę, że to zasługa Terakowskiej. Ta autorka jest w swoich książkach krytyczna bez litości, ale tylko w stosunku do ludzi, których ja określam mianem bezmózgowców. Je, pije, chodzi i bije... I nie mam tu na myśli alkoholików, ale ludzi, którzy są jedynie skorupkami, wypełnionymi paroma organami wewnętrznymi. Układ trawienny, oddechowy, moczowo-płciowy... I nic poza tym. Pustka. Prosta linia od narodzin do śmierci, bez zbędnych emocji, wewnętrznych wstrząsów, niepotrzebnych rozważań i rozterek.&lt;br /&gt;Taka jest na początku główna bohaterka książki - nakręcana laleczka, żyjąca od dyskoteki do dyskoteki, marząca jedynie o wyrwaniu się z małego miasteczka i domu. Nienawidzi swojej matki, a z każdym dniem staje się do niej coraz bardziej podobna i oczywiście nie zdaje sobie z tego sprawy.&lt;br /&gt;Marzenia Ewy się spełniają. Tylko trochę inaczej niż sobie to wyobrażała. Wspaniały "książe" (właściwie to jest ich aż trzech) porywa ją z dyskoteki uwozi w dal, gwałci i zostawia samą na drodze. Spełnienie marzeń... Ale ta tragedia staje się początkiem czegoś nowego. Ewa oczywiście zachodzi w ciążę, nie wie który z "herosów" jest ojcem i zaczyna go szukać. Zaczyna też pokazywać i tłumaczyć swojemu nienarodzonemu dziecku świat. Dla dziewczyny to rownież inny początek - zalążka świadomości. Krok po kroku uczy się: Oto jestem, myślę, czuję, mogę pytać dlaczego, po co, skąd. Mogę szukać odpowiedzi, znajdywać ją lub nie...&lt;br /&gt;Terakowska widzi ludzkie wady i ułomności, podkreśla je i kpi z nich. Ale potrafi je zrozumieć. Jednego tylko nie jest w stanie wybaczyć - bezrefleksyjnego egzystowania, bycia rozlanym i bezkształtnym jak ameba. Chyba przede wszystkim o tym jest "Ono": Nie wystarczy po prostu być...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-6785784631796078613?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/6785784631796078613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/06/ono-dorota-terakowska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6785784631796078613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/6785784631796078613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/06/ono-dorota-terakowska.html' title='&quot;Ono&quot; Dorota Terakowska'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYk-L34FpI/AAAAAAAAAA0/e_sJlm4caDo/s72-c/terakowska_ono.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-702617492926247366</id><published>2009-05-30T19:50:00.000+02:00</published><updated>2009-07-22T10:19:51.648+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Happy Go Lucky</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkyrtszuI/AAAAAAAAAAs/YlTxZdR6TYE/s1600-h/happy_go_lucky.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkyrtszuI/AAAAAAAAAAs/YlTxZdR6TYE/s320/happy_go_lucky.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361012859577618146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Moje pierwsze wrażenie po tym filmie to poczucie przeładowania go brzydotą. Może to trochę za mocne określenie, może wystarczy po prostu - przeciętność. Główna bohaterka nie jest specjalnie piękna, nie jest nawet trochę atrakcyjna. Moim zdaniem przypomina małpkę kapucynkę skaczącą to tu to tam. Brzydcy są również inni bohaterowie - instruktor nauki jazdy, koleżanki Poppy. Brzydkie mieszkanie, nieładne ulice, nieszczęśliwi ludzie. Zrobiło się gorzko... A mimo to nie wyłączyłam tv, choć to długi film. Dlaczego? Bo spodobała mi się ta małpka kapucynka, która jest może niespecjalnie inteligentna, ale tyle w niej szczerości i otwartości. Ona jest z tych, którzy pierwsi zaczynają rozmowę, ściągają z ulicy przejechanego kota czy psa, wysłuchują innych i nie wymagają, żeby ich wysłuchiwano, a na ulicy patrzą obcym ludziom prosto w oczy. Za to ją podziwiam.  Sama taka nie jestem. Brakuje mi tego wewnętrznego przekonania, że ludzie i świat ptrafią być dobrzy. Nie umiem tak jak Poppy doszukać sie u każdego odrobiny czegoś pozytywnego. W tym filmie dzięki głównej bohaterce nawet weekendowe"szlajanie się " się po klubach staje się czymś pozytywnym. Codzienność, kierat praca - dom nie jest pułapką. Ma sens, a wszystko dzięki Poppy, która  potrafi się skupić całą sobą na tym, co w danym momencie wykonuje i czerpać z tego przyjemność. Ten film skojarzył mi się z "Amelią", ale jest zdecydowanie lepszy, bardziej realistyczny, a mimo to niezwykły. Tak, to opowieść o niezwykłej codzienności. Zirytowało mnie tylko jedno. Rozumiem, że potrzebujemy miłości, szukamy kogoś do pary. Ale po co robić to tak desperacko?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-702617492926247366?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/702617492926247366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/happy-go-lucky.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/702617492926247366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/702617492926247366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/happy-go-lucky.html' title='Happy Go Lucky'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkyrtszuI/AAAAAAAAAAs/YlTxZdR6TYE/s72-c/happy_go_lucky.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-1685404345819531148</id><published>2009-05-21T14:39:00.000+02:00</published><updated>2009-07-22T10:22:12.833+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='język'/><title type='text'>mijam</title><content type='html'>Dziś chcę napisać o słowach, choć nie wiem, czy uda mi się znaleźć odpowiednie... słowa i pozszywać ze sobą myśli, które chodzą mi po głowie. Język wcale nie jest "giętki" i nie jest łatwo tworzyć związki zgody, rządu i przynależności, koniugować, deklinować, tworzyć zdania współrzędnie i podrzędnie złożone itp. A może się mylę? Może jest zupełnie na odwrót? Łatwo jest mówić poprawnie, nawet dzieci to umieją - przekazywać komunikaty. Trudniej powiedzieć, to co myślę, w taki sposób, jak o tym myślę. Trudno nie minąć się z prawdą, nie wetknąć szpilki, nie uderzyć... Tyle słów, a tak ciężko mieć COŚ do powiedzenia. Język jest niewdzięczny. Nie pozwala nam do końca opisać naszych uczuć, zachwytu, naszych obaw, wzruszeń. Język to dymna zasłona, za którą się czasami chowamy. Daje nam możliwość niemówienia  o sobie. Budujemy sobie bezpieczne schronienia ze słów. Jak skorupki ślimaka, które nie są azylem, tylko pancerzem obronnym. Słowa, słowa, słowa... Potrafią być przymilne, łasić się do człowieka, kiedy nam na czymś zależy. Bywają obrzydliwe, ranią. Ale rzadko mówią prawdę o nas.&lt;br /&gt;Język jest niezbędny, temu nie można zaprzeczyć. Ale tak często wykrzywia i zmienia rzeczywistość, jak krzywe zwierciadło z pewnej znanej baśni. Czy ja też przeglądam się w tym lustrze? Na pewno. Warto tylko zapytać: Jak często?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-1685404345819531148?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/1685404345819531148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/mijam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1685404345819531148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1685404345819531148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/mijam.html' title='mijam'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-348404594306234652</id><published>2009-05-16T21:31:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:14:02.407+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Szczelina" Doris Lessing</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkoqtbDWI/AAAAAAAAAAk/4PEzw1bK7oM/s1600-h/lessing_szczelina.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 180px; height: 286px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkoqtbDWI/AAAAAAAAAAk/4PEzw1bK7oM/s320/lessing_szczelina.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361012687509327202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Po przeczytaniu tej powieści poczułam się dotknięta jej tytułem. A potem zaczęłam się zastanawiać, w zasadzie, dlaczego? Czy jestem już tak przesiąknięta cywilizacją, obyczajowością, wreszcie poprawnością w codziennych stosunkach damsko-męskich? Dlaczego ten tytuł miałby mnie obrażać? Dlatego, że jestem kobietą, czyli według autorki szczeliną? A może boję się sprowadzenia tylko do tego?...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ta książka jest okropnie przewrotna. Nie można jej odczytać dosłownie, pod spodem jest bowiem "drugie dno". Nie jest to tylko i wyłącznie historia o tym, jakie były nasze początki i co było pierwsze jajko czy kura (według autorki kura), ani o tym  że mężczyźni są ubocznym produktem ewolucji i w zasadzie powstali jako "odprysk" gwiezdnego planu. Ta opowieść to przede wszystkim ironiczne przedstawienie stosunków na linii kobiety - mężczyźni. Niezmiennych od wieków. Wielcy wojownicy wyruszają na podbój świata, a kobiety czekają na ich powrót i mają zrozumieć i docenić, "bo przecież w każdym mężczyźnie tkwi mały chłopiec". Kobiety są z natury powolne, pasywne, nie ciekawi ich, co znajduje się hen daleko za horyzontem. Mężczyźni są odważni, nie boją się nowości, chcą dociec, dlaczego. Kobiety lubią spokój, mężczyźni uwielbiają, kiedy coś się dzieje... To prawdy czy półprawdy? A może w ogóle wierutne bzdury?&lt;br /&gt;Sądzę, że trzeba potraktować tę książkę z odrobiną dystansu i autoironii. To fakt, że wszyscy dzielimy się na Szczeliny i Tryskaczy. Ale nie można również zaprzeczyć, że nie możemy bez siebie żyć. I nieważne, że to kobiety zjawiły się na Ziemi pierwsze. A może ktoś myśli inaczej? Zachęcam do przeczytania tej książki. Naprawdę daje do myślenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-348404594306234652?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/348404594306234652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/doris-lessing-szczelina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/348404594306234652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/348404594306234652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/doris-lessing-szczelina.html' title='&quot;Szczelina&quot; Doris Lessing'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkoqtbDWI/AAAAAAAAAAk/4PEzw1bK7oM/s72-c/lessing_szczelina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-59460076935905689</id><published>2009-05-04T18:01:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:14:33.666+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Trzy stygmaty Palmera Eldritcha"  Philip K. Dick</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkdA70HxI/AAAAAAAAAAc/isIYqNiOrtQ/s1600-h/dick_trzy_stygmaty.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkdA70HxI/AAAAAAAAAAc/isIYqNiOrtQ/s320/dick_trzy_stygmaty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361012487316840210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zanim usiądę do napisania kolejnego posta, zwykle przez kilka dni "układam" sobie myśli w odpowiedni wzór. Zastanawiam się o czym napisać, od czego zacząć, jak zamknąć tekst w całość. Lubię ten stan rozmyślania i oczekiwania, "przegryzania" się słów.&lt;br /&gt;Dziś postanowiłam napisać o książce, którą przeczytałam bardzo dawno temu, przed 15 laty i muszę przyznać, że wtedy niewiele z niej zrozumiałam. Ale od tamtej pory wracałam do niej wiele razy. Chciałam w końcu pojąć, po co ktoś, czyli autor, męczył się (a może nie?) przez tyle stron. Na pierwszym planie w "Trzech stygmatach Palmera Eldritcha" mamy groteskowy świat przyszłości, z przenośnymi walizeczkami odgrywającymi rolę psychiatrów , kolonizacją planet, katastrofą klimatyczną na Ziemi itp. Klasyczny zestaw rekwizytów powieści science-fiction. Ludzie uwięzieni w mieszkaniach, biurach, kryjący się przed wypalającym wszystko słońcem i tęskniący za lepszą rzeczywistością. I w końcu ktoś im ten nowy wspaniały świat obiecuje. Ktoś lub coś przybyły/przybyłe z Proximy przywozi unikalny narkotyk Chew-Z umożliwiający stwarzanie swojej własnej nowej rzeczywistości. Zapomnienie, koniec problemów, codziennych uciążliwych czynności, raj za życia... Czy na pewno? Ta "rzeczywistość" nie przypomina Edenu raczej senny koszmar, z którego nie można się obudzić. Budzimy się raz po raz, a po chwili wiemy, że dalej tkwimy w sennym omamie. I tak w kółko. Aż w pewnym momencie zupełnie tracimy poczucie, co jest prawdziwe, a co jest zwidem. Chyba to najbardziej przeraża mnie w tej książce - brak poczucia rzeczywistości i całkowita kontrola. Wszystko kontroluje "nowy zbawiciel", każdą myśl, najdrobniejszy gest, słowa... Surrealistyczny świat, z którego nie ma ucieczki. Zastanawiam się na ile jest to aluzja do ludzkości. Czy my też jestyśmy marionetkami stworzonymi przez przypadek lub pomyłkę? Czy nasz stwórca zapomniał o nas, czy wręcz przeciwnie kontroluje każdy nasz krok? A może obmyślił jakiś perfidny kosmiczny plan i uśmiecha się krzywo patrząc na nasze próby bycia niezależnymi? Istnieje też możliwość, że nie ma żadnego niezależnego "Stwórcy"... Która z tych perspektyw jest bardziej przerażająca?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-59460076935905689?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/59460076935905689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/trzy-stygmaty-palmera-eldritcha-philip.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/59460076935905689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/59460076935905689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/05/trzy-stygmaty-palmera-eldritcha-philip.html' title='&quot;Trzy stygmaty Palmera Eldritcha&quot;  Philip K. Dick'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYkdA70HxI/AAAAAAAAAAc/isIYqNiOrtQ/s72-c/dick_trzy_stygmaty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2643341404500495288</id><published>2009-04-27T21:16:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:16:56.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>Mój kochanek</title><content type='html'>"Mój kochanek wcale nie jest piękny" napisała w jednym ze swoich wierszy Halina Poświatowska. Nie jest przystojny i "charakter ma raczej trudny". Czyli mówiąc po prostu wygląda całkiem przeciętnie i w dodatku jest chimeryczny, może nawet wybuchowy. A mimo to "trzymam miłość moją za włosy". Kiedy czytam po raz kolejny ten wiersz, zadaję sobie pytanie dlaczego. Dlaczego ona nie pozwala mu odejść, choć to nie jest zdrowy "układ". Może dlatego, że przy nim rozkwita z "wątłego źdźbła trawy" pełnia kobiecości. Przy nim całym ciałem, każdą komórką osobno może czuć, że jest, oddycha, odradza się. Jej mężczyzna to zdobywca, trochę nieoswojone zwierzę, które trzeba z jednej strony ugłaskać , a z drugiej poddać mu się. Ten mężczyzna nie przejmuje się światem, innymi ludźmi, jego odwaga udziela się kobiecie, która dzięki niemu może czuć się mocniejsza, bardziej pewna siebie. Dzięki niemu nie boi się żyć.&lt;br /&gt;Czytając ten wiersz zastanawiam się, za co kochamy mężczyzn, z którymi jesteśmy.  Czy za to, że dzięki nim możemy odkryć same siebie, zaakceptować się, ba nawet polubić? Czy za to, że dzięki nim piękniejemy wewnętrznie i zewnętrznie? A może dzięki temu, że  drobne szczegóły naszego charakteru, codzienne nawyki, przyzwyczajenia np. upodobanie do kąpieli w gorącej wodzie, jest w ich oczach jedyne i niepowtarzalne?  Czy też za to, że  możemy zobaczyć świat ich oczami i nabrać trochę dystansu do tego całego chaosu? Za to, że przy nich przestajemy być przestraszonymi dziewczynkami i rozkwitamy "w kwietniową jabłoń"? Za co kochasz swojego mężczyznę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2643341404500495288?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2643341404500495288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/moj-kochanek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2643341404500495288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2643341404500495288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/moj-kochanek.html' title='Mój kochanek'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-1271464042719634879</id><published>2009-04-21T13:27:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:07:55.169+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Niewierna</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlrERqKBI/AAAAAAAAABM/aCkTDn4BwvY/s1600-h/niewierna.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlrERqKBI/AAAAAAAAABM/aCkTDn4BwvY/s320/niewierna.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361013828243564562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Gdybym była mężczyzną moim absolutnym ideałem kobiecości byłaby Diane Lane. Ta aktorka jest dla mnie kwintesencją kobiecości, zwłaszcza po obejrzeniu filmu "Niewierna". Bóg stwarzając ją musiał doznać niesamowitego olśnienia twórczego, bo to dzieło jest naprawdę dobre. Cały czas zadaję sobie pytanie, czy ona jest tak naprawdę piękna. W niektórych scenach filmu jej uroda jest obezwładniająca, w niektórych momentach wręcz karykaturalnie brzydka. Ale w każdym momencie na jej twarzy widać określone emocje: złość, strach, radość, znużenie, zazdrość... Ta twarz nigdy nie jest nijaka. Dla niektórych jest pewnie zbyt emocjonalna, może naturszczykowata, ale mnie porusza do głębi.  Szczególnie w tej historii. A historia jest krótka i prosta. Znudzona żona, zapracowany mąż i ten trzeci spotkany przez przypadek. A potem amok... Kiedy nie liczy się już nic, ani rodzina, ani wewnętrzne zasady, tylko kochanek, a główna bohaterka spada coraz głębiej. Ktoś bardzo zdrowo myślący może sobie zadać pytanie: Dlaczego ona to zrobiła? Miała przecież wszystko pieniadze, przystojnego męża, udane dziecko i piękny dom z ogrodem. Nawet udany seks. Wszystko, co w naszym kręgu kulturowym oznacza tak zwane szczęście. Czemu więc poświęciła to , w zamian za trochę namiętności?  Moim zdaniem była po prostu samotna. Nie sama, ale właśnie samotna, osamotniona. Znudzona życiem, które prowadziła. Kolejnymi identycznymi dniami, przerażona upływający czasem, który zaczynał już odciskać na niej swój ślad. Nie miała żadnej namiętności, pasji, dzięki której mogłaby mieć poczucie, że spełnia się w życiu. Dlatego wykorzystała pierwszą okazję, nie myśląc o konsekwencjach. Na co liczyła? Na miłość? Może na zapomnienie i dowartościowanie?&lt;br /&gt;Po obejrzeniu "Niewiernej" zastanawiam się, jaki wiek jest dla kobiety pierwszym przełomowym momentem. Tym, w którym zauważamy, że czas jednak mija, że z każdym dniem zbliżamy się ku nieodwracalnemu, ku starości i śmierci. Kiedy nadchodzi pierwszy kryzys? Po czterdziestce, czy może wcześniej? Jak sobie z nim poradzić?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-1271464042719634879?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/1271464042719634879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/niewierna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1271464042719634879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/1271464042719634879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/niewierna.html' title='Niewierna'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlrERqKBI/AAAAAAAAABM/aCkTDn4BwvY/s72-c/niewierna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2809196797369235891</id><published>2009-04-14T18:27:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:15:08.547+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>"Biały oleander"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlhWPJUaI/AAAAAAAAABE/2UbdkXM3kDE/s1600-h/bialy_oleander.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlhWPJUaI/AAAAAAAAABE/2UbdkXM3kDE/s320/bialy_oleander.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361013661266170274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bestseller... Gdy widzę to słowo na okładce książki od razu przestaję mieć ochotę na jej przeczytanie. Nie lubię "dzieł" Coelho, nie mogłam przeczytać "Cienia wiatru". Uważam, że autorzy tych niezmiernie poczytnych powieści po prostu ordynarnie spisują, nie dają czytelnikowi nic od siebie, oprócz zgrabnie połączonych drobnych fragmentów innych książek. Ktoś, kto często czyta, bardzo szybko orientuje się, w czym rzecz i zaczyna czuć, że to po prostu plagiat. W "Białym oleandrze" też zdarzają się takie potknięcia, ale na szczęście nie cierpi na tym cała książka. Trudno mi rozstrzygnąć kto odgrywa w niej ważniejszą rolę - matka czy córka. Jedna i druga są klamrą spinającą całą akcję, a może biegunami + i -? Córka pełni rolę narratora i w zasadzie to jej historia - bolesnego dojrzewania i uniezależniania się od matki. Ta z kolei jest tak toksyczna, wyniosła i w swoim własnym mniemaniu czysta, jak tytułowy biały oleander. Nie jest w stanie pokochać nikogo, ani niczego, poza samą sobą. Dusi i wyśmiewa każdy nawet najdrobniejszy przejaw niezależności u swojego dziecka. Chce je ulepić na swój kształt i podobieństwo wojowniczki z Północy. Ten chory układ jest osadzony w okropnej amerykańskiej rzeczywistości Los Angeles. Każdy człowiek w tym mieście walczy z jakimś swoim demonem, a duszny i suchy wiatr wciąż budzi nowe...&lt;br /&gt;Każdy z nas przechodzi w swoim życiu podobną drogę odchodzenia i budowania samego siebie. Większość z nas nie cierpi jednak tak bardzo, jak Astrid. Ten proces jest nieodwracalny i tylko od nas samych zależy, jak go zakończymy. Czy zostaniemy z żalem, smutkiem i poczuciem skrzywdzenia czy też pogodzimy się z rodzicami i z sobą. Astrid zamknęła swoje dojrzewanie w małych miniaturowych walizkach, każda z nich symbolizuje drobną cząstkę jej życia, kolejne wspomnienie. Nie są one jednak źródłem żalu, ale symbolem zakończonego etapu i równocześnie początkiem czegoś nowego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2809196797369235891?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2809196797369235891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/biay-oleander.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2809196797369235891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2809196797369235891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/biay-oleander.html' title='&quot;Biały oleander&quot;'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYlhWPJUaI/AAAAAAAAABE/2UbdkXM3kDE/s72-c/bialy_oleander.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-125609047489918368</id><published>2009-04-07T20:48:00.000+02:00</published><updated>2009-07-22T10:23:33.184+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>when the body speaks</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmbJd6NEsVI/AAAAAAAAABc/AYpc3M3rOY8/s1600-h/depeche_exciter.jpeg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 128px; height: 128px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmbJd6NEsVI/AAAAAAAAABc/AYpc3M3rOY8/s320/depeche_exciter.jpeg" alt="Depeche Mode Exciter" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361193922108633426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie umiem wyobrazić sobie tego świata bez muzyki, fotografii, malarstwa i oczywiście książek. Ci, którzy potrafią swoim emocjom nadać tak namacalny i piękny kształt, nie są dla mnie zwykłymi ludżmi. W codziennym życiu są zwykle tak zwanymi "popaprańcami", ale to co tworzą ma w sobie jakiś odłamek innego świata. Im lepszy artysta, tym większy okruch. Możecie nazwać to iskrą bożą, albo popiołami gwiazd. Zależy w co wierzycie... Nieodmiennie zazdroszczę takim ludziom tej umiejętności dotykania piękna. Cieszę się, że mogę przynajmniej stać z boku i otwierać usta w niemym zachwycie. A przy odrobinie szczęścia móc z kimś porozmawiać o tym, co czuję...  Słucham ostatnio "when the body speaks" i zatapiam się w tym utworze. Jeden z lepszych "kawałków" o męskim pożądaniu i miłości napisany przez mężczyznę. Nie jakieś tam tandetne "Kocham cię, bądź moja", tylko czyste pragnienie obleczone w piękny tekst i muzykę.Ten utwór aż wibruje od oczekiwania na spełnienie, od nadziei, że ona też tak czuje...To piosenka dla wszystkich kobiet, które sądzą, że mężczyzna jest bardzo prostym w obsłudze urządzeniem z jedną dźwignią. Po usłyszeniu tego utworu zaczną (być może) mieć pewne wątpliwości...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-125609047489918368?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/125609047489918368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/when-body-speaks.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/125609047489918368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/125609047489918368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/when-body-speaks.html' title='when the body speaks'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmbJd6NEsVI/AAAAAAAAABc/AYpc3M3rOY8/s72-c/depeche_exciter.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-250442890362816257</id><published>2009-04-04T19:33:00.000+02:00</published><updated>2009-07-22T10:23:52.616+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Haruki Murakami</title><content type='html'>&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYj_x6dT5I/AAAAAAAAAAM/LY9xgCIqg1w/s1600-h/murakami_koniec.jpg"&gt;&lt;img style="border: 1px solid green; margin: 5px 10px 0pt 5px; float: left; cursor: pointer; width: 120px; height: 169px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYj_x6dT5I/AAAAAAAAAAM/LY9xgCIqg1w/s320/murakami_koniec.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361011985068412818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; Na pierwszą książkę Murakamiego trafiłam przypadkiem, pożyczyłam ją od znajomej. Zaczęłam czytać "Na południe od granicy, na zachód od słońca". No i cóż... Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Raczej lekki i niezobowiązujący flirt, ale bez szczególnych uniesień. Podobało mi się, ale nie na tyle, żeby wejść w to całą sobą.  Za to kolejna powieść "Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland" to było trzęsienie Ziemi. Jeśli lubisz Dicka, kiedyś podobały ci się powieści Carolla, ta też ci się spodoba. Na początku błądzisz po omacku i nie wiesz, jak poskładać ze sobą poszczególne kawałki. Trochę się gubisz i zdajesz sobie pytanie: O co tu do cholery, tak naprawdę chodzi? Czasem przeszkadzają życiowe "prawdy"wyznawane przez głównego bohatera, jak np. ta o małżeństwie i psiej budzie. Ale są to naprawdę drobiazgi. Wszystko to blednie wobec świata stworzonego przez bohatera w jego własnym umyśle. Jest on z jednej strony straszny i mroczny, człowiek jest tu w zasadzie bezwolny. Może wprawdzie podejmować jakieś decyzje, ale to i tak niczego nie zmieni , można się tylko podporządkować i nie zadawać pytań: dlaczego. Ale z drugiej strony jest to świat skonstruowany tak precyzyjnie i dokładnie... Zachwyciła mnie ta dokładność. Razem z bohaterem czytałam stare sny, widziałam światło wydobywajace się z czaszek. Czułam chłód ziemi, zapach pierwszego śniegu i to powolne pogrążanie się i niemoc. To wszystko bylo tak namacalne, plasyczne. Do samego końca miałam jednak nadzieję, że stanie się coś, co odwróci bieg wydarzeń, że serce zostanie na swoim miejscu. Chciałam go ocalić. Po tej książce po raz kolejny zastanawiam się, ile z nas pozostaje po nas? I czy czegoś ubywa, gdy nas już nie ma? Czy przychodzimy i odchodzimy, ot tak po prostu? A może przemijanie ma jednak jakiś sens?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-250442890362816257?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/250442890362816257/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/haruki-murakami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/250442890362816257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/250442890362816257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/haruki-murakami.html' title='Haruki Murakami'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/SmYj_x6dT5I/AAAAAAAAAAM/LY9xgCIqg1w/s72-c/murakami_koniec.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8924694097395922746.post-2473999306676229462</id><published>2009-04-03T19:04:00.000+02:00</published><updated>2009-10-11T20:07:41.466+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczucia'/><title type='text'>wiosna</title><content type='html'>I znowu jest wiosna, jak co roku szaleje pod oknami. Wiem, dobrze, to nie moje. Ukradłam komuś ten tekst. Ale nie da się zaprzeczyć, że wiosna jest i szaleje i pod oknami i w mojej głowie. Myślę zbyt wiele, ale myśli biegną swoimi ścieżkami, a ja nie mogę za nimi nadążyć i tylko wdycham to inne powietrze. Nawet jeśli próbuję z tego chaosu i natłoku wyłowić coś logicznego, to i tak nie dochodzę do żadnych wniosków. Dopadła mnie wiosna.  Nie wiosenne przesilenie, ale właśnie wiosna. Zasadnicza różnica...  Nie takie miało być pierwsze zdanie w tym dzienniku, ale nie mogłam się powstrzymać i cóż, czuję się odrobinę lepiej po tym jak to napisałam. Dobra przechodzimy do pierwszego zdania, bo przecież miało być o książkach i nie tylko. Start...  Czytanie dobrej książki jest jak dobry seks z odpowiednim mężczyzną. Bierzesz ją do ręki, otwierasz i już od pierwszej strony wiesz, że to jest to... Włączasz  zmysły i chłoniesz całą sobą: słuchem, wzrokiem, dotykiem, węchem, smakiem, wszystkimi porami skóry.  I odlatujesz na całą noc. Dużo było takich książek w moim życiu, odpowiednich mężczyzn mniej.Być może niektórzy poczują się dotknięci tym porównaniem. I ci, co lubia książki, i ci , którzy bardziej lubią seks. Ale ja właśnie tak odbieram czytanie dobrej książki, angażuję wszystkie zmysły. Nie potrzebuję herbatki, ciasteczek, ani kocyka. Po prostu lubię czytać... Wszystko prócz głupich wszystkowiedzących poradników i teoretyzujących podręczników psychologii. Jeśli chcesz wiedzieć, czy warto coś przeczytać, trafiłeś pod odpowiedni adres.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8924694097395922746-2473999306676229462?l=okularyewy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://okularyewy.blogspot.com/feeds/2473999306676229462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/wiosna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2473999306676229462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8924694097395922746/posts/default/2473999306676229462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://okularyewy.blogspot.com/2009/04/wiosna.html' title='wiosna'/><author><name>ewa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17976083251520688515</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/_tCDKndxO8kE/S417eX1ruvI/AAAAAAAAADU/hNoen35AMvY/S220/xenia.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
